Habib Beye wyrósł na głównego faworyta do przejęcia sterów w Olympique Marsylia po odejściu Roberto De Zerbiego. Powrót byłego obrońcy na Vélodrome blokuje jednak ostry konflikt prawny z jego poprzednim klubem.
Sytuacja jest napięta, bo Beye domaga się od Stade Rennais odszkodowania za 18 miesięcy kontraktu, choć jego umowa wygasała za pół roku. Trener argumentuje, że szóste miejsce w tabeli aktywowało klauzulę przedłużenia o rok dzięki pozycji gwarantującej europejskie puchary. Rennes odpowiada brutalnie i rozważa zwolnienie dyscyplinarne z powodu rażącego niedbalstwa. Dopóki komisja ligi LFP nie rozstrzygnie tego sporu podczas zaplanowanego na przyszły tydzień spotkania, Marsylia ma związane ręce i nie może sfinalizować porozumienia z nowym szkoleniowcem.
W tle transferu pojawiają się kontrowersje dotyczące terminów pierwszych rozmów. Spekuluje się, że Marsylia kontaktowała się z Beye już w styczniu, co mogło zaognić relacje trenera z władzami Rennes. Dyrektor sportowy Medhi Benatia spotkał się z kandydatem w Paryżu, choć jednocześnie do mediów trafiały nazwiska Igora Tudora czy Walida Regraguiego. Prezydent Pablo Longoria utrzymuje świetne relacje z agentami Beye i zamierza omówić tę kandydaturę z właścicielem klubu, Frankiem McCourtem, tuż przed dzisiejszym ligowym starciem przeciwko drużynie ze Strasburga.
Beye to postać doskonale znana w Marsylii, gdzie występował w latach 2003-2007, jednak jego doświadczenie trenerskie jest wciąż skromne. Przejął Rennes w styczniu 2025 roku, gdy zespół szorował o dno tabeli na 16. miejscu, i zdołał wyprowadzić go na bezpieczną 12. lokatę. W obecnych rozgrywkach podniósł poprzeczkę jeszcze wyżej, meldując się w ligowej czołówce przed nagłym zwolnieniem. Obecnie tymczasowe obowiązki w OM pełni Jacques Abardonado, który po raz drugi w karierze musi gasić pożar po odejściu pierwszego trenera.
