Carlos Alcaraz nie zagra w tegorocznym Wimbledonie. Uraz nadgarstka wykluczył Hiszpana z całej trawiastej części sezonu, co wywołało lawinę komentarzy na temat morderczego kalendarza ATP. Sytuacja jest na tyle poważna, że w środowisku pojawił się postulat wprowadzenia rewolucyjnej zmiany w przepisach Wielkiego Szlema.
Problemy zdrowotne Alcaraza to tylko wierzchołek góry lodowej. Z turnieju w Queen’s wycofali się także Lorenzo Musetti, Jack Draper, Holger Rune, Valentin Vacherot oraz Luciano Darderi. Przejście z intensywnego sezonu na mączce, obejmującego trzy turnieje rangi Masters 1000 i Roland Garros, na nawierzchnię trawiastą okazuje się dla organizmów tenisistów barierą nie do przejścia. John Lloyd na antenie BBC nie gryzł się w język, nazywając obecny kalendarz „beznadziejnym” i apelując o skrócenie meczów.
Koniec z pięciosetowymi maratonami w Wielkim Szlemie?
Głównym punktem proponowanej reformy jest rezygnacja z formatu best-of-five na rzecz meczów do dwóch wygranych setów. Lloyd argumentuje, że dzisiejsza intensywność gry sprawia, iż trzy sety są dla współczesnych graczy tak samo wyczerpujące, jak kiedyś pięć. „Będziemy widzieć coraz więcej kontuzji, zapamiętajcie moje słowa, jeśli nic się nie zmieni. To szaleństwo” – ostrzega ekspert, wskazując na mordercze przygotowania, jakie zawodnicy muszą przechodzić przed każdym z czterech najważniejszych turniejów w roku.
Skrócenie spotkań miałoby również rozwiązać problem sesji wieczornych, które na Australian Open, US Open czy Roland Garros kończą się nad ranem. Tenisiści tacy jak Jannik Sinner wielokrotnie wyrażali niezadowolenie z konieczności opuszczania kortu o drugiej w nocy. „Nikt tego nie chce. Ludzie poszli do domu, muszą rano iść do pracy. Widzowie przed telewizorami zasnęli, a zawodnicy kładą się spać o piątej rano. To może zrujnować im cały turniej” – podsumował Lloyd, domagając się natychmiastowej reakcji władz tenisa.
