Madison Keys dołączyła do rosnącej grupy zawodniczek i zawodników, którzy otwarcie rozważają bojkot turniejów wielkoszlemowych. Amerykanka potwierdziła, że duża liczba graczy osiągnęła już porozumienie w tej sprawie. Sytuacja w światowym tenisie staje się coraz bardziej napięta, a koalicję niezadowolonych prowadzi liderka rankingu Aryna Sabalenka.
Głównym powodem buntu jest podział nagród finansowych podczas najważniejszych imprez w kalendarzu. Sabalenka postawiła sprawę jasno twierdząc, że bez tenisistów turnieje i cała rozrywka po prostu nie istnieją. Jej zdaniem bojkot to obecnie jedyna droga, aby skutecznie walczyć o prawa zawodników. Głos Białorusinki wsparli już tacy gracze jak Coco Gauff, Jannik Sinner oraz Jessica Pegula, co pokazuje skalę problemu w obu tourach.
Jedność w szatni i gotowość na drastyczne kroki
Madison Keys w rozmowie z Eurosport France przyznała, że gracze od lat próbowali rozmawiać z organizatorami Wielkich Szlemów, ale dyskusje te nie przyniosły rezultatów. Teraz sytuacja uległa zmianie, ponieważ zawodnicy zjednoczyli się i są gotowi na ostateczność. Keys podkreśla, że inspiruje ją postawa zwłaszcza młodszych tenisistów, którzy chcą walczyć o interesy całej grupy. Amerykanka sama deklaruje pełną gotowość do rezygnacji ze startu, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Obecnie Keys zajmuje 19. miejsce w rankingu WTA i szuka formy na kortach ziemnych po niespodziewanej porażce w Rzymie z Nikolą Bartůňkovą. Aby lepiej przygotować się do Roland Garros, zdecydowała się na start w turnieju niższej rangi Trophée Clarins w Paryżu. Po pokonaniu Fiony Ferro czeka ją starcie z Tiantsoą Sarah Rakotomangą Rajaonah. Mimo sportowych obowiązków, to właśnie jej słowa o buncie wywołały największe poruszenie w środowisku.
