Lando Norris otwarcie krytykuje obecny stan Formuły 1. Kierowca McLarena twierdzi, że nowe regulacje odebrały zawodnikom możliwość jazdy na absolutnym limicie podczas kwalifikacji. To, co kiedyś było czystą sztuką prowadzenia bolidu, dziś przypomina walkę z algorytmami.
Problem tkwi w skomplikowanych systemach zarządzania energią elektryczną. Kierowcy nie mogą już po prostu wciskać gazu do dechy. Zbyt agresywne wyjście z zakrętu lub próba nadrobienia czasu są karane przez system, który wcześniej odcina moc na prostych. Norris przyznaje, że zniknęło te kluczowe 1-2 proc. ryzyka, które decydowało o wyjątkowości walki o pole position. Teraz o wszystkim decydują maszyny uczące się zachowań na torze, co prowadzi do absurdalnych sytuacji.
Algorytm zamiast talentu? Absurdy na torze
Systemy stały się tak nieprzewidywalne, że błąd kierowcy może przynieść mu korzyść. Norris zauważa, że w Chinach korekta poślizgu potrafiła zresetować system tak, że bateria oddawała energię w innym miejscu, dając niespodziewany zysk. Z drugiej strony, idealne złożenie zakrętu i wcześniejsze otwarcie przepustnicy często kończy się karą w postaci niższej prędkości maksymalnej. Charles Leclerc również doświadczył krytycznej utraty energii po drobnej korekcie toru jazdy, co zrujnowało jego wynik.
Obecnie zawodnicy muszą mierzyć się z wytycznymi dotyczącymi pozycji przepustnicy w konkretnych sekcjach toru. Jeśli kierowca odpuści gaz, by uniknąć kolizji lub opanować auto, algorytm gubi się w obliczeniach. Norris podkreśla, że to frustrujące uczucie, gdy po świetnie przejechanym fragmencie traci się 10 km/h na prostej. Kierowcy muszą walczyć ze swoimi naturalnymi instynktami, by dopasować się do sztywnych ram narzuconych przez oprogramowanie i FIA.
