Barcelona wyrasta na głównego bohatera kolejnego transferowego zamieszania, a w centrum uwagi znalazł się Ferran Torres. Napastnik ma dość niepewności i postawił klubowi twarde ultimatum dotyczące swojej przyszłości na Camp Nou. Jak donoszą media, reprezentant Hiszpanii nie zamierza godzić się na rolę karty przetargowej w letnich operacjach transferowych.
Sytuacja jest napięta, ponieważ kontrakt Torresa wygasa za nieco ponad rok. Oznacza to, że już w styczniu przyszłego roku zawodnik będzie mógł związać się z nowym pracodawcą bez zgody Barcelony. Klub ma teraz trzy wyjścia: sprzedać go tego lata, zaoferować nową, długoterminową umowę lub pogodzić się z faktem, że piłkarz odejdzie za darmo. Torres jasno zakomunikował, że nie weźmie udziału w żadnej wymianie zawodników, co mocno komplikuje plany finansowe katalońskiego giganta.
Przyszłość Torresa pod znakiem zapytania
Barcelona zapłaciła za napastnika 55 milionów euro Manchesterowi City i utrata go bez kwoty odstępnego byłaby wizerunkową oraz finansową porażką. W tym sezonie Torres wystąpił w 48 meczach, zdobywając 21 bramek i notując dwie asysty. Choć jego forma jako „dziewiątki” budzi dyskusje wśród kibiców, statystyki pokazują, że jest ważnym ogniwem zespołu. Ewentualne odejście Roberta Lewandowskiego mogło przybliżyć go do pozostania w składzie, ale teraz to sam zawodnik przejął inicjatywę w negocjacjach.
W tle tych wydarzeń FC Barcelona oficjalnie ogłosiła przedłużenie współpracy z Hansim Flickiem. Niemiecki szkoleniowiec podpisał kontrakt obowiązujący do 30 czerwca 2028 roku z opcją przedłużenia o kolejny sezon. To właśnie Flick będzie musiał zdecydować, czy Torres pasuje do jego wizji zespołu i czy klub powinien spełnić wymagania finansowe napastnika, aby zatrzymać go w stolicy Katalonii na dłużej. Ostateczna decyzja zależy teraz od tego, jakie warunki przedstawił piłkarz.
