Groźna broń przeciwko Widzewowi. Sztab mówi o dużym kłopocie

Maksymilian KotowskiMaksymilian Kotowski
15 kwietnia 2026 15:30
Groźna broń przeciwko Widzewowi. Sztab mówi o dużym kłopocie

Sztab szkoleniowy Widzewa Łódź znalazł w szeregach Radomiaka broń, której przed sobotnim meczem w Radomiu nie można zbagatelizować — i wprost przyznaje, że stanowi ona poważny problem do rozwiązania.

Gdyby kilka sezonów temu ktoś powiedział, że Jan Grzesik stanie się jednym z najważniejszych graczy Radomiaka Radom — i że jego atutem będą wyrzuty z autu — niewielu by w to uwierzyło. Tymczasem Sobota nie ma co do tego żadnych wątpliwości.

„Rzeczywiście te ostatnie sezony to jest całkowicie inny piłkarz niż wcześniej, nawet jak się go pamięta z ŁKS-u czy Warty Poznań. Jego przełożenie na liczby — asysty, bramki, rzuty z autu... Jego wyrzuty z autu są bardzo groźne jako stały fragment gry. One przekładają się na te bardzo dobre liczby i on w tym przoduje w zespole Radomiaka" — powiedział Wojciech Sobota, asystent trenera Vukovicia.

Słowa te nabierają szczególnego znaczenia w kontekście zbliżającego się starcia, zaplanowanego na 18 kwietnia. Obydwa zespoły dzieli w tabeli zaledwie jeden punkt — Radomiak zajmuje 15. miejsce z dorobkiem 34 punktów, podczas gdy Widzew plasuje się na 17. pozycji, w strefie spadkowej, ze stratą jednego oczka do rywala.

Grzesik to jednak nie jedyna troska sztabu Widzewa przed tym meczem. Trener wymienił również Rafała Wolskiego jako gracza zdolnego przesądzić losy spotkania jednym zagraniem.

„Rafał Wolski to jest zawodnik, który jednym zagraniem jest w stanie zmienić oblicze spotkania. My to dobrze wiemy. Rafał jest w lidze już bardzo długo, znamy go, wiemy, jakie są jego możliwości i jak przeciwko temu przeciwdziałać" — stwierdził Sobota na łamach WidzewTV.

Szkoleniowiec odniósł się również do szerszego zjawiska — coraz powszechniejszego stosowania dalekich wyrzutów z autu w Ekstraklasie. Trend ten spopularyzowała w Polsce Puszcza Niepołomice, dziś zaś niemal każdy klub stara się mieć w składzie przynajmniej jednego biegłego w tym fachu.

„Na palcach jednej ręki można policzyć zespoły, które tego nie robią. Większość widzi korzyść z tego stałego fragmentu. Jeżeli masz zawodnika, który naprawdę dobrze to robi — dajmy na to w moim poprzednim zespole Patryk Dziczek, który ma bardzo daleki wyrzut — to nikt by tego nie robił, gdyby to się nie przekładało na sytuacje bramkowe. Każdy trener z tego skorzysta" — podsumował Sobota.

Udostępnij artykuł:

Komentarze (0)

Publikując komentarz, zgadzasz się na przetwarzanie podanej nazwy i treści, które będą widoczne publicznie. Zobacz Politykę prywatności.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!