Podczas gdy Widzew Łódź drży o ligowy byt w strefie spadkowej, agenci piłkarscy świętują historyczne żniwa, wyciągając z klubu rekordowe 6,5 miliona złotych prowizji. To drastyczny wzrost wydatków na pośredników, który zbiegł się w czasie z przejęciem drużyny przez Roberta Dobrzyckiego i transferową ofensywą wartą blisko 23 miliony euro.
Analiza wydatków łódzkiego klubu na przestrzeni ostatnich lat obnaża skalę obecnego szaleństwa finansowego. Kwota 6,5 miliona złotych, która trafiła na konta pośredników, jest niemal 6,5-krotnie wyższa niż rok wcześniej (1,02 mln zł). Jeszcze kilka lat temu sumy te były marginalne: w 2021 roku Łodzianie wydali na agentów zaledwie 0,36 mln zł, co oznacza, że w ciągu czterech lat koszty te wzrosły o ponad 1800 procent.
Za ten stan rzeczy w dużej mierze odpowiada nowa polityka transferowa pod wodzą Dariusza Adamczuka. Dyrektor sportowy, który przeniósł się do Łodzi z Pogoni Szczecin, już wcześniej był znany z hojności wobec pośredników, co teraz znajduje odzwierciedlenie w budżecie Widzewa.
Przy Al. Piłsudskiego głośno mówi się o „przepalaniu pieniędzy”, zwłaszcza że gigantyczne prowizje towarzyszyły transferom zawodników, którzy nie dają oczekiwanej jakości. Kibice bez ogródek komentują, że klub przypomina obecnie „piramidę finansową”, gdzie ogromne nadzieje i kapitał Roberta Dobrzyckiego znikają w kieszeniach agentów, zamiast budować siłę zespołu.
Lista płac i wydatków z ostatniego okienka zimowego robi wrażenie, ale wyłącznie na papierze. Widzew wydał blisko 23 miliony euro na wzmocnienia, z czego lwią część pochłonęły kwoty odstępnego za zawodników takich jak Przemysław Wiśniewski (4 mln euro), Emil Kornvig (3,5 mln euro) czy Steve Kapuadi (3 mln euro). Do tego doszły transfery Carlosa Isaaca Muñoza za milion euro oraz Bartłomieja Drągowskiego za 300 tys. euro. Każdy z tych ruchów wiązał się z kolejnymi, potężnymi prowizjami dla pośredników, które wyśrubowały ubiegłoroczny rekord.
Rzeczywistość boiskowa brutalnie jednak weryfikuje te inwestycje. Mimo rekordowych nakładów, Łodzianie utknęli w strefie spadkowej i pożegnali się z STS Pucharem Polski. „Walka o życie” w najwyższej klasie rozgrywkowej staje się faktem, a nieuzasadnione sportowo wydatki na agentów stawiają pod znakiem zapytania kompetencje osób odpowiedzialnych za transfery.
Co więcej, zwolniony z Widzewa Igor Jovićević otrzyma bardzo sowitą odprawę. Mówi się, że będzie to niemalże 4 miliony złotych. To kolejne pieniądze, które „znikną” z budżetu, nie przynosząc wymiernych korzyści na „tu i teraz”.
