Polski Związek Piłki Nożnej, zaskoczony skalą sprzeciwu wobec przeniesienia Superpucharu Polski poza Poznań, najwyraźniej zdecydował się zmienić kurs przed tegoroczną edycją wydarzenia.
PZPN nie spodziewał się reakcji tej skali. Gdy związek ogłosił przeniesienie Superpucharu Polski z Poznania na Tarczyński Arenę we Wrocławiu, krytyka posypała się z każdej strony — i to wymierzona nie tylko w samą organizację, lecz przede wszystkim w kierunku decydentów. Co więcej, kibice obu uczestników tegorocznego meczu — Lecha Poznań oraz Górnika Zabrze — niemal jednomyślnie zapowiedzieli bojkot imprezy. To właśnie ten sygnał okazał się dla PZPN szczególnie niepokojący.
Związek dobrze pamięta frekwencyjną porażkę, jaką odnotował podczas meczu rozgrywanego na Stadionie Narodowym w Warszawie, i za wszelką cenę chce uniknąć podobnego scenariusza. Puste lub świecące połowiczną frekwencją trybuny byłyby wizerunkową katastrofą dla organizacji, która — jak tłumaczył sekretarz generalny Łukasz Wachowski — właśnie na wzmocnieniu prestiżu Superpucharu oparła całą logikę przeniesienia meczu do Wrocławia.
Nieoficjalnie mówi się, że aktualnie najbardziej prawdopodobnym scenariuszem staje się powrót imprezy na stadion mistrza Polski, czyli do Poznania. Wszystko wskazuje na to, że Cezary Kulesza wraz ze współpracownikami zdecyduje się ustąpić pod presją zarówno środowiska piłkarskiego, jak i kibiców, i tegoroczny Superpuchar rozegra się na poznańskim obiekcie.
Plan zakłada jednocześnie, że od kolejnej edycji — w 2027 roku — impreza trafi już na wcześniej wybraną Tarczyński Arenę we Wrocławiu.
W tym roku podczas meczu o Superpuchar mistrz Polski Lech Poznań zmierzy się z Górnikiem Zabrze, który jest zdobywcą krajowego pucharu. Mecz ma się odbyć w czwartek 16 lub piątek 17 lipca, tydzień przed startem Ekstraklasy 2026/2027, choć dokładna data wciąż nie została potwierdzona.
