Roger Federer ponownie pojawił się w Nowym Jorku, wywołując ogromne poruszenie wśród kibiców i dziennikarzy. Legendarny Szwajcar, który przygotowuje się do oficjalnego włączenia do Międzynarodowej Tenisowej Galerii Sław, szczerze podsumował swoje największe sportowe rozczarowania.
Podczas konferencji prasowej na US Open, pierwszej od jego ćwierćfinałowej porażki z Grigorem Dimitrovem w 2019 roku, 20-krotny mistrz wielkoszlemowy zaskoczył wyznaniem dotyczącym igrzysk olimpijskich. Choć wielu ekspertów wskazywało na brak singlowego złota jako lukę w jego dorobku, sam zawodnik patrzy na to zupełnie inaczej. Największy żal budzi w nim fakt, że po Londynie nie mógł już wystąpić w najważniejszej imprezie czterolecia, mimo gotowości i planów startu w Rio de Janeiro oraz Tokio.
Szwajcar o roli trenera i powrocie do touru
Pytania o potencjalną karierę trenerską spotkały się z bardzo konkretną odpowiedzią. Federer przyznał, że obecnie jest zbyt zajęty licznymi projektami i życiem rodzinnym, by poświęcić zawodnikowi wymagane 20-25 tygodni w roku. Nie wyklucza jednak, że w przyszłości mógłby objąć funkcję kapitana drużyny Europy podczas pokazowego turnieju Laver Cup, co wydaje się dla niego znacznie bardziej realnym scenariuszem niż stała praca w ATP Tour.
„W tej chwili nie trenuję, ponieważ dzieci potrzebują mojej niepodzielnej uwagi. Kocham czas spędzany z żoną i nie chcę tego teraz zmieniać, ale nigdy nie mów nigdy” – przyznał Federer. Wspomniał przy tym współpracę ze Stefanem Edbergiem, który początkowo nie planował bycia trenerem, a ostatecznie spędził u boku Szwajcara dwa lata. Roger zaznaczył, że praca z zawodnikiem na najwyższym poziomie wymaga ogromnej dyspozycyjności, na co obecnie nie może sobie pozwolić.
Mimo tych wspomnień, Szwajcar czuje się spełniony dzięki złotemu medalowi zdobytemu w deblu ze Stanem Wawrinką. Jak sam podkreślił, w tenisie nie ma znaczenia, w jakiej konkurencji wywalczyło się olimpijskie złoto, a on sam czuje się pod tym względem sportowcem kompletnym.
