Novak Djoković znalazł się w niezwykle trudnym położeniu przed nadchodzącym Wimbledonem. Legendarny Serb, który nie grał od czasu sensacyjnej porażki z Joao Fonseką w trzeciej rundzie Roland Garros, właśnie otrzymał bolesny cios rankingowy. Jego sytuacja skomplikowała się na tyle, że droga po kolejny tytuł w Londynie może stać się prawdziwym koszmarem.
Najnowsze notowanie rankingu ATP nie pozostawia złudzeń co do formy i aktywności utytułowanego zawodnika. Po turniejach w 's-Hertogenbosch i Stuttgarcie Djoković spadł na ósme miejsce, co jest jego najniższą lokatą od listopada 2022 roku. Wyprzedził go Daniił Miedwiediew, który dzięki półfinałowi w Holandii zepchnął Serba niżej w hierarchii. Obecnie liderem zestawienia pozostaje Jannik Sinner z dorobkiem 13 500 punktów, wyprzedzając Carlosa Alcaraza oraz Alexandra Zvereva.
Rankingowa pułapka na londyńskiej trawie
Spadek poza czołową czwórkę rankingu ma dla Djokovicia fatalne skutki w kontekście rozstawienia na Wimbledonie. Oznacza to, że siedmiokrotny triumfator tego turnieju może trafić na najgroźniejszych rywali, takich jak Jannik Sinner czy Alexander Zverev, już na etapie ćwierćfinału. Taki scenariusz znacząco utrudnia walkę o upragniony, 25. tytuł wielkoszlemowy, który dla wielu ekspertów wydaje się być ostatnią realną szansą Serba na wyśrubowanie rekordu wszech czasów.
Mimo braku regularnej gry i wczesnych porażek w Indian Wells czy Rzymie, Djoković zamierza polegać na swojej pamięci mięśniowej i doświadczeniu. Od 2017 roku Serb za każdym razem docierał w Londynie przynajmniej do ćwierćfinału, notując w tym czasie cztery końcowe zwycięstwa. Choć obecny ranking go nie faworyzuje, historia pokazuje, że potrafił on dochodzić do półfinałów wielkich szlemów startując z dalszych pozycji, co daje cień nadziei jego fanom.
