Emma Raducanu zaliczyła nieudany powrót do cyklu WTA po ponad dwumiesięcznej przerwie spowodowanej chorobą wirusową. Brytyjka przegrała w dwóch setach z Diane Parry podczas turnieju w Strasburgu. Mimo walki trwającej ponad dwie i pół godziny, mistrzyni US Open z 2021 roku musiała uznać wyższość rywalki, co stawia ją w trudnym położeniu przed wielkoszlemowym Roland Garros.
Porażka 4:6, 6:7 (4) z grającą z dziką kartą Francuzką obnażyła braki w regularności 23-letniej tenisistki. Raducanu popełniła aż dziewięć podwójnych błędów serwisowych, a jej skuteczność po drugim podaniu wyniosła zaledwie 36,7 procent. Choć zdołała obronić 16 z 21 break pointów, to nie wystarczyło na dobrze dysponowaną Parry, która niedawno triumfowała w turnieju WTA 125 w Paryżu. Dla Brytyjki był to pierwszy występ od marcowego startu w Indian Wells.
Fatalne wieści rankingowe dla byłej dziesiątki rakiety świata
Wynik ze Strasburga ma bezpośrednie przełożenie na sytuację zawodniczki przed nadchodzącym turniejem w Paryżu. Raducanu zajmuje obecnie 37. miejsce w rankingu live, co oznacza, że w stolicy Francji nie będzie rozstawiona. To ogromne utrudnienie dla tenisistki, która nigdy nie przebrnęła drugiej rundy French Open. Brak odpowiedniego przygotowania na mączce może zmusić ją do szukania szans dopiero podczas sezonu na trawie, gdzie historycznie radzi sobie znacznie lepiej.
W sztabie Brytyjki doszło ostatnio do istotnej zmiany, ponieważ ponownie nawiązała ona współpracę z trenerem Andrew Richardsonem. To właśnie pod jego wodzą osiągnęła swój największy sukces w Nowym Jorku blisko pięć lat temu. Na razie jednak powrót do korzeni nie przyniósł przełamania na korcie. Raducanu pokazała charakter, odrabiając stratę przełamania w drugim secie, ale w kluczowych momentach tie-breaka zabrakło jej rytmu meczowego, którego nie miała okazji wypracować przez ostatnie miesiące.
