Novak Djoković wyrasta na głównego faworyta do pobicia rekordu Margaret Court, ale od zwycięstwa w US Open 2023 nie potrafi postawić kropki nad i. Serb ma na koncie 24 tytuły wielkoszlemowe i desperacko szuka kolejnego triumfu. Jak donosi Mark Petchey, znany komentator i trener, kluczem do sukcesu może okazać się nadchodzący sezon na trawie.
Ostatnie miesiące były dla legendy tenisa bolesne. W 2024 roku Djoković dotarł do finału Wimbledonu tuż po operacji kolana, ale Carlos Alcaraz nie dał mu szans, wygrywając w trzech setach. Scenariusz powtórzył się podczas tegorocznego Australian Open. Choć Serb w półfinale ograł Jannika Sinnera, w decydującym starciu ponownie musiał uznać wyższość Alcaraza, który skompletował Karierowego Wielkiego Szlema. Teraz sytuacja na szczycie rankingu ulega jednak gwałtownej zmianie.
Kontuzja rywala otwiera wielką szansę
Carlos Alcaraz zmaga się z urazem nadgarstka, który wykluczył go z turniejów w Rzymie oraz Paryżu. To ogromna szansa dla Djokovicia, który w stolicy Francji wygrywał już trzy razy. Mark Petchey uważa jednak, że to nie mączka, a trawniki Wimbledonu są miejscem, gdzie Serb czuje się najmocniej. Ekspert twierdzi, że występy w Rzymie i na kortach Rolanda Garrosa są dla 37-latka jedynie wstępem do ataku na Londyn, gdzie presja i doświadczenie grają na jego korzyść.
Największym wyzwaniem dla Djokovicia jest obecnie walka z „dwugłowym potworem”, jak Coco Vandeweghe określa duet Sinner-Alcaraz. Amerykanka zauważa, że Serb musi mierzyć się z nimi w momentach największego napięcia, co wymaga od niego nadludzkiej koncentracji. Petchey jest jednak przekonany, że to właśnie Wimbledon pozostaje turniejem, w którym Novak Djoković ma największe szanse na wywalczenie upragnionego, 25. trofeum w karierze.
