Iga Świątek opuściła kort Manolo Santana Stadium we łzach po dramatycznym meczu trzeciej rundy turnieju w Madrycie. Czwarta rakieta świata skreczowała w starciu z Ann Li przy stanie 6:7(4), 6:2, 0:3. Polka nie była w stanie kontynuować gry ze względu na fatalny stan fizyczny.
Polska tenisistka przyznała po meczu, że od dwóch dni zmaga się z wirusem, który krąży w turniejowej szatni. Choć wcześniej pewnie pokonała Darię Snigur 6:1, 6:2, w sobotę jej organizm odmówił posłuszeństwa. Świątek przed podjęciem decyzji o rezygnacji poprosiła o przerwę medyczną, podczas której lekarz sprawdził jej parametry życiowe. Zawodniczka czuła, że ma zerowy poziom energii i brakuje jej stabilności na korcie.
Problemy ze wzrokiem i koordynacją na korcie
W trzecim secie sytuacja stała się krytyczna, a Świątek zaczęła odczuwać zawroty głowy oraz zaburzenia widzenia. Polka wyznała, że straciła koordynację i nie była w stanie nawet przyjmować płynów. Mimo ogromnej chęci walki i wcześniejszych doświadczeń z grą podczas choroby, tym razem objawy okazały się zbyt silne. To dopiero drugi przypadek w karierze 24-letniej tenisistki, kiedy zdecydowała się na przedwczesne zakończenie spotkania.
Najbliższe dni Świątek poświęci na pełną regenerację i pozbycie się wirusa z organizmu. Tenisistka planuje wrócić do treningów za trzy lub cztery dni, aby przygotować się do startu w Rzymie. Podkreśliła, że warunki we Włoszech są zupełnie inne niż w Madrycie, dlatego logistyka przygotowań zostanie dostosowana do nowej lokalizacji. Priorytetem pozostaje odzyskanie sił przed kolejnym wyzwaniem w kalendarzu WTA.
