Matteo Arnaldi wycofał się z półfinału Roland Garros przeciwko Flavio Cobolliemu na kilka minut przed planowanym rozpoczęciem spotkania. Włoch przekazał tę bolesną wiadomość po tym, jak Alexander Zverev zapewnił sobie miejsce w finale, pokonując Jakuba Mensika. Dla 34. zawodnika rankingu ATP miał to być pierwszy w karierze półfinał Wielkiego Szlema, jednak nagłe problemy zdrowotne przekreśliły jego marzenia o walce o tytuł w Paryżu.
Problemy Arnaldiego zaczęły się niespodziewanie w nocy poprzedzającej mecz. Tenisista przyznał, że jeszcze podczas wieczornego treningu czuł się dobrze, ale sytuacja pogorszyła się po kolacji. Zawodnik obudził się o pierwszej w nocy z silnymi nudnościami i wymiotami, które powtórzyły się nad ranem. Mimo interwencji lekarza i podania leków, organizm sportowca nie był w stanie przyjmować pokarmów ani płynów, co doprowadziło do całkowitego osłabienia i zawrotów głowy przy każdej próbie wstania z łóżka.
Fatalna noc zniszczyła marzenia o finale
Decyzja o rezygnacji była dla Włocha niezwykle trudna, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego wcześniejszą formę na paryskich kortach. Arnaldi w drodze do półfinału wyeliminował takie gwiazdy jak Matteo Berrettini, Frances Tiafoe oraz Stefanos Tsitsipas. Tenisista podkreślił, że mimo niedawnych problemów z kontuzją stopy, fizycznie czuł się w tym turnieju znakomicie aż do momentu zatrucia. Ostatecznie uznał, że wyjście na kort w takim stanie byłoby niemożliwe i niebezpieczne dla jego zdrowia.
Skorzystał na tym Flavio Cobolli, który bez walki awansował do swojego pierwszego finału wielkoszlemowego. Choć okoliczności są niefortunne, włoski tenisista staje przed ogromną szansą na końcowy triumf. Arnaldi kończy swój udział w Roland Garros z poczuciem ogromnego niedosytu, ale i z najwyższym w karierze rankingiem. Zawodnik zaznaczył, że każda próba jedzenia kończyła się wizytą w łazience, co definitywnie zamknęło mu drogę do rywalizacji z rodakiem o historyczny sukces.
