Emma Raducanu przegrała wyścig z czasem i wycofała się z Wimbledonu na dzień przed swoim pierwszym meczem. Brytyjska tenisistka, która miała zmierzyć się z Antonią Ruzic, podjęła tę bolesną decyzję po konsultacjach medycznych dotyczących jej stanu zdrowia.
Problemy zdrowotne 23-letniej zawodniczki narastały od kilku dni. Choć w sobotę wróciła na korty treningowe, a w niedzielę z optymizmem mówiła o swoich szansach na grę, wieczorem nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji. Raducanu przyznała, że zmaga się ze złamaniem zmęczeniowym w dolnej części prawej nogi. „Otrzymałam zalecenie lekarskie, aby przestać forsować organizm” — wyjaśniła mistrzyni US Open z 2021 roku, która była rozstawiona w Londynie z numerem 30.
Finansowe i rankingowe konsekwencje rezygnacji
Mimo że Raducanu nie rozegra na tegorocznym Wimbledonie ani jednej piłki, nie wyjedzie z All England Club z pustymi rękami. Przepisy Wielkiego Szlema przewidują, że zawodnicy wycofujący się po ogłoszeniu drabinki mogą otrzymać 50 procent premii za pierwszą rundę. Ponieważ Brytyjka spełniła wymóg występu w turnieju w ciągu ostatnich 21 dni, zainkasuje 40 tysięcy funtów, czyli połowę z gwarantowanych 80 tysięcy przewidzianych dla uczestników turnieju głównego.
Znacznie gorzej sytuacja wygląda w rankingu WTA. W ubiegłym roku Raducanu dotarła do trzeciej rundy, gdzie uległa Arynie Sabalence, za co otrzymała 130 punktów. Brak możliwości obrony tego dorobku oznacza natychmiastowy spadek z 33. na 35. miejsce w zestawieniu. To jednak nie koniec złych wieści, ponieważ tenisistka może osunąć się jeszcze niżej, jeśli zawodniczki sklasyfikowane za jej plecami odniosą zwycięstwa w nadchodzących dniach turnieju.
