Pau Cubarsi wyrasta na tragicznego bohatera Barcelony po porażce 0:2 z Atletico Madryt w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. 19-letni obrońca wyleciał z boiska jeszcze przed przerwą, co otworzyło rywalom drogę do zwycięstwa. Jak donoszą media, młody zawodnik nie zamierza chować głowy w piasek i publicznie przyznał się do błędu, który wstrząsnął losami dwumeczu.
Kluczowy moment nastąpił w 44. minucie spotkania. Cubarsi sfaulował wychodzącego na czystą pozycję Giuliano Simeone, a sędzia Istvan Kovacs nie miał wątpliwości i pokazał mu czerwoną kartkę. Sytuacja pogorszyła się błyskawicznie, bo rzut wolny podyktowany za to przewinienie na gola zamienił Julian Alvarez. Barcelona musiała radzić sobie w dziesiątkę, co ostatecznie przypieczętowało ich porażkę na terenie Los Colchoneros. Dzień po meczu obrońca opublikował w mediach społecznościowych wpis, w którym wprost bierze na siebie odpowiedzialność za wynik.
Wściekłość Hansiego Flicka i kadrowy ból głowy
Mimo jasnej sytuacji z wykluczeniem Cubarsiego, w obozie Barcelony wrze z powodu innych decyzji arbitra. Hansi Flick ma pretensje o brak rzutu karnego po zagraniu ręką Marca Pubilla oraz o to, że Koke uniknął drugiej żółtej kartki. Niemiecki trener stoi teraz przed ogromnym wyzwaniem, ponieważ w rewanżu nie będzie mógł skorzystać ze swojego podstawowego defensora. Zawieszenie Cubarsiego zmusza sztab do szukania alternatyw, wśród których wymienia się Gerarda Martina, Erica Garcię, Ronalda Araujo czy Julesa Kounde.
W szatni Barcelony panuje jednak przekonanie, że losy awansu nie są jeszcze przesądzone. Lamine Yamal zaapelował do kibiców o wsparcie, zapowiadając walkę do samego końca w meczu rewanżowym. Sam Cubarsi podkreślił, że drużyna jest zjednoczona jak rodzina i mimo bolesnej lekcji w Madrycie, nikt w katalońskim klubie nie zamierza się poddawać. Teraz cała uwaga skupia się na tym, jak Flick załata dziurę w obronie, by odrobić dwubramkową stratę bez swojego utalentowanego nastolatka.
