Daniel Myśliwiec przyznał, że wynik sobotniego wyjazdu do Widzewa Łódź może bezpośrednio przesądzić o jego dalszej pracy w Piaście Gliwice.
Piast Gliwice przystąpi do ostatniej kolejki Ekstraklasy w roli drużyny, która ma swój los we własnych rękach — ale tylko pod warunkiem, że po wyjeździe do Widzewa Łódź nie wróci z pustymi rękami. Porażka w połączeniu z triumfem Lechii w Niecieczy oznaczałaby spadek z najwyższej klasy rozgrywkowej.
Myśliwiec objął drużynę pod koniec października ubiegłego roku, kiedy klub znajdował się w fatalnym położeniu w tabeli ligowej. Jego zadanie było od początku jasno określone: utrzymanie. Trener od samego początku unikał rozmów o szczegółach swojego zatrudnienia — gdy był pytany o długość kontraktu, zbywał pytania z humorem, żartując, że nawet nie zapoznał się z treścią dokumentu.
Teraz jednak sytuacja nabrała powagi. Zapytany wprost, czy wynik sobotniej konfrontacji z Widzewem może mieć wpływ na jego kontrakt, Myśliwiec odpowiedział lakonicznie:
„Może tak być."
To zdanie — choć krótkie — wiele mówi o charakterze jego umowy z gliwickim klubem.
Wszystko wskazuje na to, że porozumienie między szkoleniowcem a Piastem obowiązuje jedynie do końca bieżącego sezonu i zawiera klauzulę automatycznego przedłużenia uzależnioną od utrzymania się drużyny w Ekstraklasie. Sam Myśliwiec zaznacza, że nie należy oceniać całokształtu pracy zespołu przez pryzmat jednego meczu — nie zmienia to jednak faktu, że sobotni pojedynek w Łodzi może być dla niego ostatnim w charakterze trenera Gliwiczan. Co znamienne, zwolnić może go były klub.
