Coco Gauff wywołała burzę podczas Roland Garros, domagając się od władz turniejów wielkoszlemowych wprowadzenia nowych regulacji. Amerykanka chce ukrócić praktyki pokazywania intymnych i emocjonalnych chwil zawodników w transmisjach telewizyjnych. Jak donoszą media, tenisistka ma konkretny plan na zmiany.
Konflikt narastał od tegorocznego Australian Open, gdzie kamery zarejestrowały moment, w którym Gauff niszczy rakietę po porażce z Eliną Switoliną. Zawodniczka nie kryje wściekłości, że nagranie trafiło do sieci, mimo że próbowała znaleźć miejsce wolne od obiektywów. Gauff podkreśla, że podobna sytuacja spotkała Arynę Sabalenkę po finale US Open. Zdaniem Amerykanki takie momenty nie powinny być nigdy upubliczniane przez nadawców, gdyż naruszają prywatność sportowców w trudnych chwilach.
Ostra krytyka Australian Open i pochwały dla Paryża
Gauff stawia Roland Garros za wzór do naśladowania, chwaląc brak inwazyjnych kamer na zapleczu paryskich kortów. Przyznaje, że zdarzało jej się płakać w tamtejszej siłowni, ale realizatorzy nigdy tego nie pokazali. Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w Melbourne, gdzie niemal każdy zakątek poza szatnią jest monitorowany. Tenisistka zauważa, że wiele urządzeń przypomina kamery bezpieczeństwa, co wprowadza zawodników w błąd, bo w rzeczywistości obraz jest przekazywany do transmisji na żywo.
Rozwiązanie problemu ma być proste. Gauff proponuje wprowadzenie sygnałów świetlnych na kamerach, które informowałyby graczy o trwającym nagrywaniu. Czerwona lampka ma być jasnym znakiem, że dany obszar jest w tej chwili streamowany. Amerykanka zaznacza, że nie wstydzi się samego zniszczenia rakiety, ale walczy o prawo do przeżywania emocji bez świadków. Obecnie Gauff skupia się na obronie tytułu w Paryżu, gdzie po pokonaniu Taylor Townsend zmierzy się z Mayar Sherif.
