Industria Kielce rozbiła na wyjeździe Orlen Wisłę Płock 30:25 w pierwszym meczu finałowym, a aktualni mistrzowie Polski — przez cały sezon dominujący nad rywalem — przez większą część spotkania nie przypominali drużyny, która miała być faworytem do zwycięstwa.
Papier cierpliwie znosił wszystko, co wskazywało na wygraną Wisły: trzy zwycięstwa nad Kielcami w tym sezonie, tytuł mistrza kraju w kieszeni, zdobyty nie tak dawno Puchar Polski i do tego status gospodarza. Rzeczywistość niedzielnego finału okazała się jednak zupełnie inna. A bardziej przesądni kibice mogli dość szybko zauważyć, że w Płocku „coś” wisi w powietrzu. Bo kiedy spiker odczytywał nazwiska zawodników Industrii Kielce, nagłośnienie pracowało bez zarzutu. Gdy jednak przyszła kolej na Wisłę, system wielokrotnie odmawiał posłuszeństwa. Jak się okazało – to był dopiero początek prawdziwych kłopotów gospodarzy.
Industria schodziła na przerwę prowadząc 19:11, przy czym do 10. minuty wpuściła zaledwie trzy bramki, z czego dwie z rzutów karnych. Nafciarze zgromadzeni na trybunach łapali się za głowy i komentowali wprost, iż nie pamiętają, by ich zawodnicy kiedykolwiek grali w ostatnim czasie tak słabo. Rozgrywający Wisły, tacy jak Miha Zarabec czy Mitja Janc, którzy w normalnych warunkach są groźni w sytuacjach jeden na jeden, nie mogli rozwinąć skrzydeł. Szczególnie rozczarowujący był Sirgiej Kosorotow — jego rzuty z dystansu były mocne, lecz zupełnie niecelne.
Po przerwie Wisła próbowała gonić wynik. Kosorotow, który w pierwszej połowie zawodził, w drugiej dołączył do strzelców. Kilka bramek dorzucili Gergo Fazekas, Piotr Jędraszczyk i Michał Daszek, jednak w kluczowych momentach brakowało szczelnej defensywy i lepszego dnia bramkarzy, którzy niewiele pomagali kolegom z pola. I chociaż Melvyn Richardson zapisywał na swoje konto kolejne trafienia, a Benoit Kounkoud i Daniel Dujshebaev ekspresowo odpowiadali tym samym.
Mecz zakończył się wynikiem 30:25 dla Industrii Kielce. Finał rozgrywa się do dwóch zwycięstw. Rewanż zaplanowano na 31 maja w Kielcach — jeśli tamtejsi zawodnicy wygrają u siebie, powrócą na tron mistrzowski. Jeżeli Nafciarze zdołają wywalczyć wyjazdowe zwycięstwo, o tytule zadecyduje trzeci mecz w Orlen Arenie.
Trener Industrii Kielce Krzysztof Lijewski, który objął drużynę w trudnym momencie, zachował zimną krew pomimo efektownego triumfu.
„Zrobiliśmy pierwszy krok, ale w gruncie rzeczy żaden. Mamy jeszcze drugi mecz w domu" — powiedział po spotkaniu.
Szkoleniowiec przywołał słowa trenera Houston Rockets Rudy'ego Tomjanovicha i dodał:
„Dopóki Wisła broni tytułu, będzie faworytem. Znamy siłę i charakter tej drużyny".
Na koniec nie ukrywał dumy ze swoich podopiecznych:
„Wytrzymali bardzo dużo emocji. Stoczyli masę twardej walki, ale w granicach sportowej rywalizacji".
Po drugiej stronie Xavi Sabate nie szukał taryfy ulgowej dla siebie ani dla zawodników.
„W pierwszej połowie szczególnie słabo zagraliśmy w obronie. W ataku również niewiele funkcjonowało. Straciliśmy 19 bramek. To zdecydowanie za dużo. Nie da się wygrać, grając w ten sposób" — ocenił bez owijania w bawełnę.
Trener Wisły zaznaczył jedynie, że pierwsza czerwona kartka dla Abela Serdio wydała mu się dyskusyjna, po czym skonkludował krótko:
„Kielce były lepsze. Mam nadzieję, że w naszych głowach jest tylko jedna myśl — zwycięstwo na wyjeździe".
Z Płocka – MK.

