Co się stało z Wisłą Płock? Lijewski z Kielcami triumfuje w Orlen Arenie!

Maksymilian KotowskiMaksymilian Kotowski
25 maja 2026 08:37
Co się stało z Wisłą Płock? Lijewski z Kielcami triumfuje w Orlen Arenie!
(fot. Biuro Prasowe Orlen Superligi)

Industria Kielce rozbiła na wyjeździe Orlen Wisłę Płock 30:25 w pierwszym meczu finałowym, a aktualni mistrzowie Polski — przez cały sezon dominujący nad rywalem — przez większą część spotkania nie przypominali drużyny, która miała być faworytem do zwycięstwa.

Papier cierpliwie znosił wszystko, co wskazywało na wygraną Wisły: trzy zwycięstwa nad Kielcami w tym sezonie, tytuł mistrza kraju w kieszeni, zdobyty nie tak dawno Puchar Polski i do tego status gospodarza. Rzeczywistość niedzielnego finału okazała się jednak zupełnie inna. A bardziej przesądni kibice mogli dość szybko zauważyć, że w Płocku „coś” wisi w powietrzu. Bo kiedy spiker odczytywał nazwiska zawodników Industrii Kielce, nagłośnienie pracowało bez zarzutu. Gdy jednak przyszła kolej na Wisłę, system wielokrotnie odmawiał posłuszeństwa. Jak się okazało – to był dopiero początek prawdziwych kłopotów gospodarzy.

Industria schodziła na przerwę prowadząc 19:11, przy czym do 10. minuty wpuściła zaledwie trzy bramki, z czego dwie z rzutów karnych. Nafciarze zgromadzeni na trybunach łapali się za głowy i komentowali wprost, iż nie pamiętają, by ich zawodnicy kiedykolwiek grali w ostatnim czasie tak słabo. Rozgrywający Wisły, tacy jak Miha Zarabec czy Mitja Janc, którzy w normalnych warunkach są groźni w sytuacjach jeden na jeden, nie mogli rozwinąć skrzydeł. Szczególnie rozczarowujący był Sirgiej Kosorotow — jego rzuty z dystansu były mocne, lecz zupełnie niecelne.

REKLAMA

Po przerwie Wisła próbowała gonić wynik. Kosorotow, który w pierwszej połowie zawodził, w drugiej dołączył do strzelców. Kilka bramek dorzucili Gergo Fazekas, Piotr Jędraszczyk i Michał Daszek, jednak w kluczowych momentach brakowało szczelnej defensywy i lepszego dnia bramkarzy, którzy niewiele pomagali kolegom z pola. I chociaż Melvyn Richardson zapisywał na swoje konto kolejne trafienia, a Benoit Kounkoud i Daniel Dujshebaev ekspresowo odpowiadali tym samym.

Mecz zakończył się wynikiem 30:25 dla Industrii Kielce. Finał rozgrywa się do dwóch zwycięstw. Rewanż zaplanowano na 31 maja w Kielcach — jeśli tamtejsi zawodnicy wygrają u siebie, powrócą na tron mistrzowski. Jeżeli Nafciarze zdołają wywalczyć wyjazdowe zwycięstwo, o tytule zadecyduje trzeci mecz w Orlen Arenie. 

Trener Industrii Kielce Krzysztof Lijewski, który objął drużynę w trudnym momencie, zachował zimną krew pomimo efektownego triumfu.

„Zrobiliśmy pierwszy krok, ale w gruncie rzeczy żaden. Mamy jeszcze drugi mecz w domu" — powiedział po spotkaniu. 

Szkoleniowiec przywołał słowa trenera Houston Rockets Rudy'ego Tomjanovicha i dodał:

„Dopóki Wisła broni tytułu, będzie faworytem. Znamy siłę i charakter tej drużyny". 

Na koniec nie ukrywał dumy ze swoich podopiecznych: 

„Wytrzymali bardzo dużo emocji. Stoczyli masę twardej walki, ale w granicach sportowej rywalizacji".

Po drugiej stronie Xavi Sabate nie szukał taryfy ulgowej dla siebie ani dla zawodników.

„W pierwszej połowie szczególnie słabo zagraliśmy w obronie. W ataku również niewiele funkcjonowało. Straciliśmy 19 bramek. To zdecydowanie za dużo. Nie da się wygrać, grając w ten sposób" — ocenił bez owijania w bawełnę. 

Trener Wisły zaznaczył jedynie, że pierwsza czerwona kartka dla Abela Serdio wydała mu się dyskusyjna, po czym skonkludował krótko: 

„Kielce były lepsze. Mam nadzieję, że w naszych głowach jest tylko jedna myśl — zwycięstwo na wyjeździe".

Z Płocka – MK.

Udostępnij artykuł:

Komentarze (0)

Publikując komentarz, zgadzasz się na przetwarzanie podanej nazwy i treści, które będą widoczne publicznie. Zobacz Politykę prywatności.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!