Chaos w Widzewie. Co poszło nie tak?

Maksymilian KotowskiMaksymilian Kotowski
18 marca 2026 21:29
Chaos w Widzewie. Co poszło nie tak?

Imponująca przeszłość w Szachtarze nie uchroniła Igora Jovićevicia przed utratą posady w Widzewie — i choć Radosław Majdan nie ma wątpliwości, że Chorwat jest dobrym trenerem, wskazuje na konkretny powód, dla którego współpraca musiała się zakończyć.

Projekt trenerski w Widzewie Łódź nie przyniósł oczekiwanych rezultatów — i zdaniem Radosława Majdana trudno mówić o zaskoczeniu. Były bramkarz reprezentacji Polski, wypowiadający się dla Sport.pl, nie szczędził słów krytyki pod adresem pracy Chorwata, zaznaczając jednak wyraźnie granicę między oceną kompetencji a oceną efektów.

„To się rodzi w bólach. Trener Jovićević miał być reżyserem tego projektu, ale nie wyszło. Nie powiem, że to zły trener — w Szachtarze czy Dinamie Zagrzeb radził sobie świetnie, miał dobre recenzje od piłkarzy" — mówił Majdan.

Referencje szkoleniowca rzeczywiście robiły wrażenie: sukcesy w ukraińskim i chorwackim klubie, pozytywne opinie w środowisku piłkarskim. W Łodzi jednak obraz był zupełnie inny.

Kluczowym zarzutem, który Majdan formułuje pod adresem Jovićevicia, nie jest brak wiedzy ani złe intencje — lecz niemożność przełożenia potencjału kadrowego na boiskową rzeczywistość. 

„W Widzewie widziałem zbyt dużo chaosu i zbyt małe wykorzystanie atutów zawodników, których miał do dyspozycji. Ta zmiana była zrozumiała" — ocenił były reprezentant Polski.

Następca Chorwata wszedł do szatni z zupełnie innym bagażem i zupełnie innym podejściem. Aleksandar Vuković, zdaniem Majdana, reprezentuje typ szkoleniowca, któremu zawodnicy ufają niemal instynktownie — i to nie ze względu na tytuły czy nazwisko, lecz na konkretną postawę. 

„Vuković przeniósł swoje cechy piłkarskie na ławkę trenerską: walkę i charakter. Co najważniejsze — jest bardzo sprawiedliwy. Jako były piłkarz wiem, że takiemu trenerowi ufa się najbardziej" — mówił były bramkarz.

Sprawiedliwość to w tym kontekście nie abstrakcja, lecz twarda zasada kadrowa: liczy się to, co zawodnik daje drużynie w danym momencie, a nie to, ile zapłacono za jego sprowadzenie. Symbolem nowego porządku stało się natychmiastowe przywrócenie Mateusza Żyry do składu.

 „Vuković nie patrzy na to, że ktoś kosztował miliony — jeśli nie dajesz mu tego, czego oczekuje w danej chwili, stawia na kogoś innego. Wprowadził niezbędny pragmatyzm, co pokazał mecz z Lechem" — podsumował Majdan.

Udostępnij artykuł:

Komentarze (0)

Publikując komentarz, zgadzasz się na przetwarzanie podanej nazwy i treści, które będą widoczne publicznie. Zobacz Politykę prywatności.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!