Nowy zespół Cadillac F1 tonuje nastroje przed swoim debiutem w królowej motorsportu. Mimo zatrudnienia Sergio Pereza oraz Valtteriego Bottasa, stajnia nie stawia sobie punktów jako głównego celu.
Prezes Dan Towriss uważa, że skupianie się na punktach tuż po starcie byłoby przejawem krótkowzrocznego myślenia. Dla szefa projektu General Motors znacznie ważniejsze jest wyprzedzanie konkretnych rywali na torze oraz tempo rozwoju konstrukcji w trakcie sezonu. Cadillac dysponuje bazami w USA i Wielkiej Brytanii, a na początku będzie korzystał z silników Ferrari. Towriss otwarcie przyznaje, że pod względem aerodynamiki zespół może początkowo odstawać od stawki, dlatego kluczowe będzie szybkie wyciąganie wniosków z danych zbieranych podczas wyścigów.
Amerykańska ekipa ma już za sobą pierwsze testy, które napawają optymizmem na tle konkurencji. Cadillac wyjechał na tor w Barcelonie już 16 stycznia, pokonując tam 164 okrążenia, podczas gdy Williams czy Aston Martin zaliczyli znacznie późniejsze debiuty swoich maszyn. Towriss podkreśla, że wczesne testy służyły głównie sprawdzeniu niezawodności systemów paliwowych czy kolumny kierowniczej. To fundamenty, które mają pozwolić na nawiązanie walki w obliczu rewolucji technicznej, obejmującej nowe przepisy dotyczące podwozia, opon oraz jednostek napędowych.
Sytuację debiutanta komplikuje przewaga, jaką mogą mieć zespoły napędzane silnikami Mercedesa. Niemiecki producent wykorzystał lukę w przepisach dotyczącą stopnia sprężania, co budzi kontrowersje wśród pozostałych dostawców. Towriss zaznacza, że producenci prowadzą w tej sprawie dialog z FIA, licząc na wyrównanie szans. Choć zmiany w regulacjach mają nastąpić w 2027 roku, sezon 2026 pozostaje pod znakiem zapytania. Cadillac chce budować swoją pozycję cierpliwie, stawiając na sukces w perspektywie długofalowej, a nie na pojedyncze zdobycze punktowe.
