Ronald Koeman znalazł się w ogniu krytyki po inauguracyjnym meczu Holandii na mistrzostwach świata. Choć Oranje prowadzili z Japonią 2:1, selekcjoner zdecydował się na roszady, które zdaniem obserwatorów odebrały drużynie szansę na komplet punktów.
Sytuacja stała się napięta, gdy Koeman zdjął z boiska strzelca gola Crysencio Summerville'a oraz Donyella Malena. Obaj zawodnicy siali popłoch w japońskiej defensywie swoją szybkością. W ich miejsce pojawili się Memphis Depay i Teun Koopmeiners, co drastycznie spowolniło grę Holendrów. Decyzja o zastąpieniu ofensywnych motorów napędowych graczami o innej charakterystyce sprawiła, że zespół stracił możliwość wyprowadzania kontrataków i został zepchnięty do głębokiej defensywy, co ostatecznie wykorzystali rywale.
Błędy w defensywie i kontrowersyjne wybory
Selekcjoner musiał odpierać ataki dotyczące nie tylko zmian personalnych, ale i samej taktyki. Holandia nie potrafiła upilnować rywali przy rzutach rożnych, co skończyło się bramką wyrównującą Koki Ogawy. Koeman przyznał po meczu, że zespół nie bronił dobrze, zwłaszcza przy nacisku na skrzydłach. „Był problem z presją na flankach. Jeśli spojrzycie na mecz, na obie bramki, cóż, nie broniliśmy dobrze” — ocenił trener. Dodał również, że futbol to dziwna gra, bo po strzeleniu drugiego gola Japończycy ruszyli do jeszcze mocniejszych ataków.
Mimo że przed turniejem wielu graczy zmagało się z chorobami, Koeman nie chciał używać tego jako wymówki dla końcowego wyniku 2:2. Uznał, że jego piłkarze osiągnęli jedynie minimalny standard wymagany na takim poziomie. Teraz presja rośnie, bo przed Holandią starcie ze Szwecją, która pewnie pokonała Tunezję. Choć cztery punkty powinny wystarczyć do awansu z grupy, styl zaprezentowany w meczu otwarcia budzi ogromne obawy o dalsze losy Oranje w turnieju.
