Szokujące sceny podczas French Open. Iga Świątek, Aryna Sabalenka i Jannik Sinner zdecydowali się na drastyczny krok i celowo skrócili swoje obowiązkowe konferencje prasowe. To efekt zapowiadanego protestu przeciwko brakowi wzrostu nagród pieniężnych w turniejach Wielkiego Szlema. Organizatorzy Roland Garros zostali wcześniej ostrzeżeni, że zawodnicy nie zamierzają poświęcać mediom wymaganych 15 minut, domagając się większego udziału w przychodach generowanych przez turniej.
Do bojkotu dołączyła szeroka grupa czołowych graczy, w tym Coco Gauff, Jessica Pegula, Daniił Miedwiediew oraz Taylor Fritz. Tenisiści opuszczali sale przed zakończeniem spotkań z dziennikarzami, odmawiając także dodatkowych wywiadów dla posiadaczy praw telewizyjnych. Aryna Sabalenka podkreśliła, że jako liderka rankingu musi walczyć o prawa zawodników z niższych miejsc, dla których obecny podział procentowy zysków jest krzywdzący i utrudnia funkcjonowanie w zawodowym tourze.
Zaskakująca deklaracja Raducanu i stanowisko Djokovicia
Zupełnie inną drogę wybrała Emma Raducanu. Zwyciężczyni US Open 2021 otwarcie przyznała, że nie rozumie niechęci do rozmów z mediami i nie zamierza brać udziału w proteście. Brytyjka stwierdziła, że gra w Wielkim Szlemie to przede wszystkim prestiż oraz historia, a nie tylko pieniądze. Choć przyznała, że procentowy udział tenisistów w zyskach jest niższy niż w innych sportach, to dla niej priorytetem pozostaje powrót do wysokiej formy i wdzięczność za możliwość startu w Paryżu.
W proteście medialnym nie uczestniczy również Novak Djoković. Serb zaznaczył jednak, że jego stanowisko pozostaje niezmienne i zawsze stoi po stronie zawodników, starając się walczyć o ich prawa oraz lepszą przyszłość dla całego środowiska. Podczas gdy Sabalenka mówi o cierpieniu graczy wracających po kontuzjach i nowej generacji, Raducanu skupia się na wartościach historycznych turnieju, co wywołało wyraźny podział w szatni podczas tegorocznego Roland Garros.
