AS Saint-Étienne zremisowało bezbramkowo z OGC Nice w pierwszym meczu barażowym o udział w przyszłym sezonie Ligue 1. Spotkanie na Stade Geoffroy-Guichard przypominało partię szachów, w której żadna ze stron nie chciała zaryzykować utraty atutu przed decydującym rewanżem. Choć kibice nie zobaczyli bramek, na boisku iskrzyło od pierwszej minuty, a sędziowie mieli pełne ręce roboty przy analizach wideo.
Dramat rozegrał się już w 11. minucie, gdy Hicham Boudaoui musiał opuścić murawę. Pomocnik Nicei ucierpiał w przypadkowym, ale groźnym zderzeniu z Abdoulaye Kanté. Po uderzeniu w głowę zawodnik był wyraźnie oszołomiony, co zmusiło trenera Claude'a Puela do natychmiastowej roszady i wprowadzenia Charlesa Vanhoutte. To zdarzenie nadało ton fizycznej i bezpardonowej walce, która zdominowała całą pierwszą połowę rywalizacji.
VAR odebrał nadzieję gospodarzom
Największe kontrowersje wzbudziła sytuacja z udziałem Luana Gadegbeku. Sędzia początkowo analizował faul Kojo Pepraha Opponga pod kątem rzutu karnego dla Saint-Étienne. Po interwencji VAR i obejrzeniu powtórek, arbiter podjął zaskakującą decyzję. Zamiast wskazać na wapno lub podyktować rzut wolny tuż przed linią, zarządził rzut sędziowski. Gospodarze byli wściekli, czując, że odebrano im najlepszą okazję na objęcie prowadzenia w tym dwumeczu.
W drugiej połowie Saint-Étienne próbowało wykorzystać energię swoich młodych graczy, ale ich ataki kończyły się głównie na niecelnych strzałach z dystansu. Nicea, grająca bez zawieszonego Elye Wahiego, miała ogromne problemy w ofensywie. Mohamed-Ali Cho, ustawiony eksperymentalnie jako napastnik, kompletnie sobie nie radził. Ostateczny werdykt zapadnie w najbliższy piątek na Allianz Riviera, gdzie obie ekipy rozstrzygną kwestię gry w najwyższej klasie rozgrywkowej.
