Karim Adeyemi wyrasta na postać, która potrafi zachować zimną krew w najtrudniejszych momentach dla Barcelony. Niemiecki napastnik w niedzielny wieczór nie tylko dobił rywali w ligowym starciu, ale też zaintrygował kibiców swoimi osobistymi ambicjami na nadchodzące miesiące.
Podopieczni Hansiego Flicka mierzyli się na wyjeździe z Levante i choć prowadzili wysoko, końcówka spotkania dostarczyła fanom niepotrzebnych nerwów. Gospodarze zdołali strzelić dwa gole, zmniejszając dystans do zaledwie jednej bramki i realnie zagrażając faworytom. Wtedy do akcji wkroczył Adeyemi, który wszedł z ławki rezerwowych i po popisowej indywidualnej akcji ustalił wynik meczu na 4:2. Było to jego trzecie trafienie w barwach Dumy Katalonii.
Po zakończeniu spotkania reprezentant Niemiec przyznał, że dokładnie zaplanował swój dorobek strzelecki na trwające rozgrywki. „Mam określoną liczbę bramek, które chcę zdobyć w tym sezonie, ale zachowam ją dla siebie” – wyznał Adeyemi w rozmowie z mediami. Piłkarz wyraźnie unikał podawania konkretów, chcąc zdjąć z siebie dodatkową presję, choć jego obecna forma sugeruje, że poprzeczka może być zawieszona wysoko. Napastnik czuje się coraz pewniej w systemie Flicka, co potwierdził niedzielny rajd zakończony golem.
Niedzielny występ Adeyemiego jest kontynuacją udanego początku jego przygody w stolicy Katalonii, gdzie trafił podczas ostatniego okienka transferowego. Według zagranicznych doniesień, Niemiec błyskawicznie zaaklimatyzował się w nowym otoczeniu, co potwierdzają statystyki z ostatnich tygodni. Jego trafienie przeciwko Levante uspokoiło sytuację w zespole Barcelony, która dzięki wygranej 4:2 dopisała do swojego konta niezwykle ważne punkty w ligowej tabeli. Drużyna Hansiego Flicka udowodniła, że potrafi przetrwać kryzysowe momenty w trakcie meczu.
