Walka o podpis Francka Kessié nabiera nieoczekiwanego tempa, a do gry o Iworyjczyka oficjalnie włączyła się AS Roma. Rzymianie zamierzają wykorzystać opieszałość Juventusu, który od tygodni nie potrafi sfinalizować transakcji.
Jak informuje La Gazzetta dello Sport, Juventus desperacko próbuje odchudzić kadrę, by wygospodarować fundusze na pomocnika. Klub z Turynu pożegnał już Arthura Melo, a Fabio Miretti, podobnie jak Dusan Vlahović, przenosi się do Besiktasu na zasadzie wypożyczenia z warunkowym obowiązkiem wykupu. Szeregi „Starej Damy” opuścił też Michele Di Gregorio, a w jego miejsce sprowadzono Kamila Grabarę za 12 milionów euro. Z kolei Mattia Perin za 500 tysięcy euro trafił do Palermo. To jednak wciąż za mało, by złożyć oficjalną ofertę za Kessié.
Problemy Juventusu szansą dla Rzymu
Głównym problemem turyńczyków pozostają Teun Koopmeiners, Jonathan David oraz Nicolas Gonzalez, których sytuacja wciąż nie została rozwiązana. Na liście transferowej znajdują się także Juan Cabal i Arkadiusz Milik. W mediach pojawiły się doniesienia, że dopóki klub nie pozbędzie się tych obciążeń, nie będzie w stanie konkurować z Romą czy saudyjskim Al-Ittihad, które kusi zawodnika ogromnymi pieniędzmi. Rzymianie szukają wzmocnień w środku pola po tym, jak udało im się uniknąć zagrożenia ze strony Manchesteru United w walce o Manu Koné.
Sytuacja jest o tyle ciekawa, że Franck Kessié to zawodnik doskonale znany we Włoszech, który swoją wielką formę budował w Atalancie pod wodzą Gian Piero Gasperiniego. Choć Roma od dłuższego czasu unikała sprowadzania weteranów z wysokimi kontraktami, profil Iworyjczyka idealnie pasuje do potrzeb zespołu. Juventus nie powinien dłużej zwlekać, bo mimo długiego prowadzenia w tym wyścigu, może zostać na ostatniej prostej wyprzedzony przez ligowego rywala.
Według doniesień z 26 sierpnia 2026 roku, Juventus kontynuuje czystki w składzie, ale tempo tych działań jest zbyt wolne, by zablokować zakusy Romy. Rzymski klub wszedł do licytacji w momencie, gdy turyńczycy utknęli w martwym punkcie przez brak porozumienia w sprawie warunków indywidualnych i trudności z odejściem Koopmeinersa, który stał się prawdziwym węzłem gordyjskim dla dyrekcji sportowej klubu z Turynu.
