Sobotni wieczór na Santiago Bernabéu należał do jednego aktora, który skradł show największym gwiazdom ataku. Álvaro Carreras wykorzystał szansę od José Mourinho i w starciu z Rayo Vallecano udowodnił, że zamierza na stałe zagościć w wyjściowej jedenastce Królewskich.
Hiszpański defensor pojawił się w składzie w miejsce Marca Cucurelli i od pierwszych minut był motorem napędowym akcji gospodarzy. To właśnie po jego rajdzie sędzia podyktował rzut karny, który na bramkę zamienił Kylian Mbappé. Carreras nie poprzestał jednak na asyście drugiego stopnia i sam wpisał się na listę strzelców po efektownej wymianie podań z francuskim napastnikiem. Jego pewność siebie pod bramką rywala oraz nieustanna aktywność na lewej stronie boiska sprawiły, że fani zgromadzeni na stadionie i w mediach społecznościowych nie szczędzili mu komplementów. „Carreras gra dzisiaj jak szalony” – napisał jeden z kibiców na platformie X, co idealnie oddaje entuzjazm panujący w Madrycie.
Występ byłego zawodnika Benfiki jest niezwykle istotny w kontekście ostatniej formy zespołu, który w poprzedniej kolejce musiał uznać wyższość Realu Betis. Porażka w Sewilli była pierwszym ligowym potknięciem podopiecznych José Mourinho w tym sezonie. Carreras swoją postawą wysłał jasny komunikat sztabowi szkoleniowemu, rzucając bezpośrednie wyzwanie Cucurelli w walce o miano podstawowego lewego obrońcy. Real Madryt potrzebował takiego impulsu, by szybko zatrzeć złe wrażenie po ostatniej wpadce i wrócić na zwycięską ścieżkę w LaLiga.
Warto przypomnieć, że rywalizacja z Rayo Vallecano na własnym terenie bywała w przeszłości emocjonalnym wyzwaniem dla zawodników z Madrytu. Dzisiejszy mecz, dzięki popisom Carrerasa, ma dla sympatyków Los Blancos znacznie bardziej radosny przebieg. Hiszpan pokazał, że potrafi udźwignąć presję gry przed własną publicznością w momentach, gdy zespół najbardziej potrzebuje punktów.
