Ostatni turniej wielkoszlemowy w roku, US Open, stał się centrum debaty o komercjalizacji sportu. Kibice i media alarmują, że koszty uczestnictwa w wydarzeniu na Billie Jean Tennis Centre osiągnęły poziom nieakceptowalny dla przeciętnego fana.
Ceny biletów na rynku wtórnym na finał mężczyzn przekroczyły barierę 30 tysięcy dolarów, co wywołało falę oskarżeń o wykluczanie mniej zamożnych sympatyków tenisa. Choć Andy Roddick broni organizatorów przed zarzutami o celowe zawyżanie cen nominalnych, to kwoty widoczne w punktach gastronomicznych są trudne do zignorowania. Za kanapkę z gorącym pastrami trzeba zapłacić 30 dolarów, natomiast porcja frytek kosztuje blisko 10 dolarów. Kultowy drink turniejowy, Honey Deuce, wyceniono na 23 dolary, co przy ubiegłorocznej sprzedaży na poziomie ponad 738 tysięcy sztuk wygenerowało wpływy rzędu 17 milionów dolarów.
Influencerzy paraliżują grę na korcie centralnym
Prawdziwa burza wybuchła jednak wokół obecności influencerów, którzy według wielu relacji „rujnują” turniej. Podczas wtorkowego meczu na Arthur Ashe Stadium sędzia musiał przerwać grę, ponieważ osoby przebywające w loży korporacyjnej używały lampy pierścieniowej do nagrywania treści w trakcie trwania wymiany. Arbiter był zmuszony interweniować i nakazać wyłączenie sprzętu oświetleniowego, który rozpraszał zawodników. Fani w mediach społecznościowych nie kryją irytacji zachowaniem twórców internetowych, którzy krzyczą podczas punktów i skupiają się wyłącznie na budowaniu własnych zasięgów.
Zjawisko to nie jest nowe, gdyż podobne sceny obserwowano już w lipcu podczas Wimbledonu. Tam również influencerzy zajmowali miejsca przy samych kortach, promując swój styl życia zamiast skupiać się na rywalizacji sportowej. Na US Open problem jest jednak potęgowany przez fakt, że USTA prawdopodobnie płaci niektórym twórcom za przygotowywanie materiałów dotyczących jedzenia i gadżetów, co odciąga uwagę od czystego sportu. Kibice mają pełne prawo do narzekań, widząc, jak ich ulubione święto tenisa zamienia się w tło dla postów na Instagramie.
Mimo kontrowersji, tegoroczna edycja przynosi historyczne korzyści samym zawodnikom. Pula nagród wzrosła o 20 procent względem 2025 roku i wynosi rekordowe 108 milionów dolarów, co stanowi największy budżet w historii Wielkiego Szlema. USTA spodziewa się przychodów przekraczających 600 milionów dolarów, do czego przyczynił się także tydzień poprzedzający turniej główny. W Nowym Jorku przygotowano aż 8 tysięcy skrzyń melonów miodowych, aby zaspokoić popyt na luksusowe napoje wśród gości korporacyjnych i fanów.
Warto przypomnieć, że tegoroczny turniej od początku dostarcza wielkich emocji sportowych, choć nie brakuje sensacji. Już w pierwszej rundzie z rywalizacją niespodziewanie pożegnał się legendarny Novak Djoković, co było ogromnym zaskoczeniem dla tysięcy widzów zgromadzonych na trybunach. Porażka czterokrotnego mistrza w tak wczesnej fazie turnieju tylko podgrzała atmosferę wokół nowojorskich kortów, gdzie sportowa rywalizacja nieustannie przeplata się z komercyjnym przepychem.
