Lawrence Stroll podejmuje kolejne zdecydowane kroki, aby ustabilizować sytuację finansową Aston Martina. Brytyjski producent luksusowych samochodów zapowiedział redukcję zatrudnienia nawet o 20 procent. Oznacza to, że pracę może stracić około 600 osób przy kadrze liczącej blisko trzy tysiące pracowników.
Spółka szacuje, że dzięki zwolnieniom zaoszczędzi około 40 mln funtów rocznie. To następstwo narastających strat i problemów z płynnością finansową. W 2025 roku strata netto firmy wzrosła o 52 proc. do poziomu 493,2 mln funtów, a strata operacyjna wyniosła 259,2 mln. Zadłużenie sięga obecnie 1,38 mld funtów.
Jednym z czynników pogarszających sytuację są wyższe cła importowe w Stanach Zjednoczonych wprowadzone przez administrację Donalda Trumpa oraz słabszy popyt na samochody luksusowe w Chinach. Kierownictwo firmy wskazuje na globalne napięcia geopolityczne i presję makroekonomiczną jako główne źródła problemów.
Stroll już wcześniej próbował ratować firmę. Zespół Formuły 1 zapłacił 50 mln funtów za wyłączne prawa do używania nazwy i marki Aston Martin, co było formą wsparcia producenta. Kanadyjski miliarder dołożył też 162 mln dolarów własnych środków i sprzedał część udziałów w ekipie F1.
Sytuacji nie poprawiają również kwestie sportowe. Zespół z Silverstone nie zachwycił w przedsezonowych testach, a ewentualnie słabsze wyniki mogą ograniczyć potencjalne wpływy marketingowe.
Redukcja etatów ma być elementem szerszego planu oszczędnościowego. Dla pracowników to bolesna decyzja, dla władz spółki – konieczny ruch w walce o stabilizację finansową.
