Alex Eala wyrasta na nową maratonkę światowego tenisa, zostawiając w tyle absolutną czołówkę rankingu WTA. Po przełomowym 2025 roku, obecny sezon w wykonaniu Filipinki to prawdziwy pokaz wytrzymałości, który wywindował ją na szczyt wyjątkowej klasyfikacji.
Statystyki nie kłamią – Eala rozegrała w tym roku już 56 meczów, co daje jej pierwsze miejsce w całym tourze. To wynik lepszy od takich gwiazd jak Jessica Pegula czy Elina Svitolina, które mają na koncie po 51 spotkań. Za ich plecami znajdują się Mirra Andreeva oraz Elena Rybakina. Filipinka w ciągu zaledwie ośmiu miesięcy wystąpiła w aż 21 turniejach, co pokazuje jej niesamowitą intensywność startową i brak chęci na dłuższą regenerację, z której korzystają jej najgroźniejsze rywalki.
Mordercze tempo i widmo kryzysu przed US Open
Sukcesy w Waszyngtonie, gdzie pokonała kolejno Svitoliną, Osakę i Pegulę, potwierdziły jej ogromny potencjał, jednak ostatnie występy zapalają ostrzegawczą lampkę. Podczas Canadian Open 21-latka wyglądała na skrajnie wyczerpaną, co bezlitośnie wykorzystała Belinda Bencic, wygrywając seta do zera. Mimo widocznego zmęczenia, Eala nie zamierza zwalniać tempa. W jej kalendarzu widnieją już Cincinnati oraz wielkoszlemowy US Open, a we wrześniu planuje start w Singapurze, by walczyć o kolejne punkty do rankingu.
Eksperci zastanawiają się, czy młoda gwiazda nie eksploatuje swojego organizmu ponad siły, podczas gdy inne zawodniczki z czołówki pozwalały sobie nawet na dwa miesiące przerwy. Przed nią kluczowa jesień w Azji, gdzie zamiast mniejszych turniejów w Jingshan czy Suzhou, prawdopodobnie wybierze prestiżowe imprezy WTA 1000 w Pekinie i Wuhan. To tam rozstrzygnie się, czy morderczy plan startowy pozwoli jej na stałe zadomowić się w elicie, czy doprowadzi do bolesnego kryzysu formy.
