Alvaro Arbeloa wyrasta na jednego z głównych bohaterów Realu Madryt, choć jeszcze miesiąc temu wielu widziało w nim jedynie trenera młodzieży. Po porażkach z Osasuną i Getafe sytuacja była krytyczna, a w szatni huczało od plotek o braku autorytetu. Dziś szkoleniowiec zbiera owoce swojej metamorfozy, odrzucając styl Jose Mourinho na rzecz empatii i metod znanych z ery Carlo Ancelottiego.
Kluczem do sukcesu okazało się wprowadzenie do składu 18-letniego Thiago Pitarcha. Młody zawodnik stał się łącznikiem w środku pola, pozwalając drużynie na odblokowanie pełni potencjału w starciach z Manchesterem City. Dzięki tej zmianie Vinicius Junior i Fede Valverde odzyskali formę, notując łącznie 11 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej w ostatnich pięciu meczach. Arbeloa postawił na relacje, tworząc w swoim biurze słynną szarą sofę, gdzie piłkarze mogą swobodnie rozmawiać o swoich problemach.
Wielki dylemat gwiazd na Santiago Bernabeu
Prawdziwe wyzwanie dopiero nadchodzi. Arbeloa musi odpowiedzieć na pytanie, które przerosło jego poprzedników: jak zmieścić w składzie Jude'a Bellinghama, Kyliana Mbappe i Viniciusa, zachowując przy tym defensywną solidność. Dotychczas ta trójka spędziła razem na boisku więcej niż dziesięć minut tylko cztery razy. Powrót do gry największych nazwisk może oznaczać konieczność posadzenia na ławce rewelacyjnego Pitarcha, co grozi utratą wypracowanej z trudem równowagi w zespole.
Najbliższe dwa miesiące zdefiniują przyszłość Arbeloi w Madrycie. Choć kibice doceniają zaangażowanie młodych graczy, takich jak Manuel Angel czy Cesar Palacios, to wyniki z największymi gwiazdami w składzie będą decydujące. Trener, który jeszcze niedawno był o krok od dymisji, teraz sam rozdaje karty. Musi jednak udowodnić, że potrafi stworzyć z kolekcji indywidualności maszynę do wygrywania, zanim cierpliwość Florentino Pereza ponownie się wyczerpie.
