Ferrari i Audi wyrastają na największych beneficjentów zamieszania wokół nowego systemu ADUO, wprowadzając ulepszenia silników mimo braku oficjalnego komunikatu FIA. Choć proces weryfikacji danych wciąż trwa, niektórzy producenci już teraz wykorzystują otrzymane w Monako zielone światło, by zniwelować stratę do konkurencji.
Sytuacja w padoku jest napięta, ponieważ wstępne analizy wykazały, że Ferrari, Audi oraz Honda tracą do liderów ponad 4 proc. mocy. Taki wynik uprawnia te ekipy do wprowadzenia dwóch poprawek w tym sezonie oraz kolejnych dwóch w przyszłym roku. Audi zdążyło już przetestować nowe części w Barcelonie, a Ferrari planuje debiut ulepszonej jednostki podczas nadchodzącego weekendu w Austrii. Kolejne zmiany w maranellskim turbo mają pojawić się tuż po przerwie letniej, co pokazuje, jak bardzo włoski zespół spieszy się z odrabianiem strat.
Bunt Red Bulla i walka o dane
Głównym hamulcowym procesu ogłoszenia wyników jest Red Bull-Ford Powertrains. Zespół z Milton Keynes niespodziewanie znalazł się na szczycie rankingu wydajności, co zamyka mu drogę do jakichkolwiek ulepszeń. Szef ekipy, Laurent Mekies, nie kryje zdziwienia taką interpretacją faktów przez FIA. „Z pewnością chcielibyśmy przeprowadzić głębszą rozmowę na ten temat, ponieważ nie widzimy ani jednego zestawu danych, który wskazywałby, że mamy przewagę nad naszymi przyjaciółmi z Mercedesa” — przyznał Mekies w rozmowie z Autosportem, kwestionując metodologię pomiarów.
Spór dotyczy głównie Mercedesa, który według FIA ma deficyt mocy rzędu 2-4 proc., co daje mu prawo do jednej poprawki. Red Bull domaga się ponownego sprawdzenia czujników i metodologii, twierdząc, że ich silnik wcale nie dominuje nad jednostką niemieckiego producenta. FIA analizuje obecnie te zastrzeżenia, a ostateczne wyjaśnienia mogą zostać przekazane dopiero po Grand Prix Wielkiej Brytanii. Do tego czasu Ferrari i Audi zamierzają w pełni wykorzystać swoją szansę na legalne wzmocnienie napędu.
