Wolves wyrastają na głównego bohatera zaskakującego transferu, decydując się na zakup Rafiki Saïda ze Standardu Liege. Jak donoszą media, angielska strona jest gotowa zapłacić za 26-letniego reprezentanta Komorów aż 10 mln euro. To kwota, która wprawia w osłupienie obserwatorów ligi belgijskiej.
Standard Liege, borykający się z problemami finansowymi, otrzymuje niespodziewany zastrzyk gotówki za zawodnika, który spędził w klubie zaledwie jeden sezon. Saïd trafił do Belgii zeszłego lata i choć momentami zachwycał stylem gry przypominającym dawnych skrzydłowych, jego forma była daleka od stabilnej. W 38 meczach zdobył osiem bramek, ale często irytował kibiców brakiem powtarzalności. Kwota 10 mln euro w realiach Pro League jest zarezerwowana wyłącznie dla absolutnych gwiazd rozgrywek, do których Saïd się nie zaliczał.
Ryzykowna inwestycja w cieniu statystyk
Analiza liczb Saïda rzuca cień wątpliwości na sens tak wysokiego wydatku. Choć zawodnik często szuka strzałów, wyprzedzając pod tym względem 78% ligowych skrzydłowych, to w kreowaniu szans wypada gorzej niż 90% graczy na swojej pozycji. Skuteczność jego dośrodkowań wyniosła w ostatnim sezonie zaledwie 24,7%, a dryblingów 46%. Takie statystyki przy cenie rzędu 10 mln euro nakładają na piłkarza ogromną presję, by natychmiast udowodnić swoją wartość w Championship, gdzie fizyczność i tempo gry są znacznie wyższe.
Decyzja Wolves jest tym bardziej zastanawiająca, że klub sparzył się już na podobnym ruchu. Wcześniej sprowadzony z Genk Tolu Arokodare, mimo statusu jednej z największych gwiazd ligi belgijskiej, nie poradził sobie w Premier League. Saïd, który najlepiej czuje się na skrzydle wykorzystując wolną przestrzeń, musi teraz udowodnić, że nie jest jedynie kolejnym przepłaconym graczem. Standard Liege może mówić o wielkim sukcesie negocjacyjnym, sprzedając zawodnika za kwotę znacznie przewyższającą jego rynkową wycenę.
