Everton przygotowuje ambitną próbę sprowadzenia Jacka Grealisha na stałe do Liverpoolu. Klub z Merseyside postawił jednak twardy warunek: Manchester City musi zaakceptować drastycznie obniżoną kwotę odstępnego. Jak donoszą media, Everton nie zamierza płacić fortuny za 30-letniego pomocnika.
Zamiast wysokich kwot, Everton celuje w transakcję opiewającą na zaledwie 5 do 10 milionów funtów. Tak drastyczna redukcja wynika z nowej polityki finansowej klubu, którą forsuje menedżer David Moyes. Choć Manchester City oczekuje za swojego gracza około 50 milionów funtów, hierarchia Evertonu pozostaje nieugięta. Klub priorytetowo traktuje dyscyplinę budżetową i nie zamierza nadwyrężać finansów, nawet dla zawodnika, którego Moyes darzy ogromnym uznaniem i widzi w swojej koncepcji budowy zespołu.
Kontuzja i wielkie poświęcenie finansowe
Grealish spędził poprzedni sezon na wypożyczeniu w Evertonie, gdzie wywarł świetne wrażenie na kibicach i sztabie szkoleniowym. Jego udane występy przerwała jednak poważna kontuzja stopy, która przedwcześnie zakończyła jego kampanię. Mimo tego urazu, kreatywność i doświadczenie Anglika sprawiły, że Moyes nadal chce go mieć w składzie. Kluczową barierą pozostają jednak zarobki piłkarza, który w Manchesterze City jest jednym z najlepiej opłacanych graczy, co dla Evertonu jest kwotą nieosiągalną.
Rozwiązaniem patowej sytuacji może być postawa samego zawodnika. Raporty sugerują, że były kapitan Aston Villi jest gotowy na znaczną obniżkę pensji, aby sfinalizować przenosiny na stałe. Taki kompromis jest niezbędny, by negocjacje mogły posunąć się naprzód. Everton wzmocnił już kilka pozycji tego lata, ale Moyes wciąż szuka dodatkowej jakości w ataku przed startem sezonu. Klub wierzy, że cierpliwość pozwoli im pozyskać priorytetowy cel w okazyjnej cenie, wykorzystując chęć piłkarza do zmiany barw.
