Jannik Sinner i Aryna Sabalenka triumfowali w Indian Wells, ale radość ze zwycięstwa mąci dyskusja o pieniądzach. Sam Querrey, były zawodnik ATP, twierdzi wprost, że gwiazdy są opłacane poniżej swojej wartości. Jak donoszą media, mimo prestiżu imprezy nazywanej piątym Szlemem, czeki dla zwycięzców stają się coraz skromniejsze.
W tym roku Sabalenka i Sinner zainkasowali po 1 151 380 dolarów za swoje zwycięstwa w finałach. Choć kwoty wydają się wysokie, zestawienie z przeszłością pokazuje niepokojący trend spadkowy. Jeszcze w 2023 roku Carlos Alcaraz i Elena Rybakina otrzymali za ten sam sukces po 1 262 220 dolarów. Największe dysproporcje widać jednak względem 2019 roku, kiedy Dominic Thiem i Bianca Andreescu zgarnęli po ponad 1,35 mln dolarów. Organizatorzy tną koszty, co budzi sprzeciw w środowisku.
Querrey żąda milionów dla mistrzów
Sam Querrey, niegdyś 11. rakieta świata, nie gryzie się w język i uważa, że obecne stawki są nieadekwatne do wysiłku włożonego w wygranie tak dużego turnieju. Amerykanin przekonuje, że za triumf w Tennis Paradise zawodnicy powinni otrzymywać kwoty zbliżone do 3 mln dolarów. Jego zdaniem obecny milion z hakiem to zdecydowanie za mało, biorąc pod uwagę rangę zawodów i generowane przez nie przychody. Sytuacja jest o tyle ciekawa, że w nadchodzącym Miami Open stawki mają być identyczne.
Sabalenka wywalczyła tytuł po dramatycznym boju z Eleną Rybakiną, broniąc piłkę meczową i wygrywając 3:6, 6:3, 7:6(6). Z kolei Sinner musiał uznać wyższość Daniiła Miedwiediewa w dwóch setach rozstrzyganych tie-breakami. Oboje mają teraz szansę na tzw. Sunshine Double, czyli wygraną w Indian Wells i Miami w jednym sezonie. W Miami Sabalenka wystąpi jako najwyżej rozstawiona zawodniczka i obrończyni tytułu, natomiast Sinner powalczy o odzyskanie trofeum, które zdobył już w 2024 roku.
