Danny Sapsford wyrasta na postać symboliczną dla brytyjskiego tenisa, choć sam bez bicia nazywa siebie wyrobnikiem. W 1999 roku przeżył swój moment chwały na trawiastych kortach Wimbledonu. Dotarł do trzeciej rundy, gdzie stanął oko w oko z wielkim Pete’em Samprasem. Jak się okazało, był to jego ostatni zawodowy występ na korcie.
Brytyjczyk w swojej karierze najwyżej dotarł do 170. miejsca w rankingu singlowym oraz 83. pozycji w deblu. Przez 13 lat utrzymywał się z tenisa, będąc finansowo niezależnym, co uważa za ogromny sukces. Sapsford przyznaje, że kluczem do przetrwania była siła psychiczna i fakt, że ożenił się w wieku 25 lat. Odpowiedzialność za rodzinę sprawiła, że stał się bardziej profesjonalny i przestał zbyt szybko się poddawać.
Zapomniany bohater i zaskakująca misja
Nazwisko Sapsforda wciąż wraca w komentarzach podczas Wimbledonu, choć nie zawsze z należytą precyzją. Kilka lat temu John McEnroe na antenie nie potrafił przypomnieć sobie, kim był trzeci Brytyjczyk w 1/16 finału edycji z 1999 roku. Gdy padło nazwisko Danny'ego, legenda tenisa dopytywała z niedowierzaniem, czym obecnie zajmuje się ten zawodnik. Sapsford oglądał to w telewizji, szykując się właśnie do prowadzenia zajęć dla niewidomych.
Obecnie były tenisista kieruje fundacją Bright Ideas for Tennis, która zebrała już ponad 2 miliony funtów na cele charytatywne. Skupia się na wspieraniu tenisa dla osób z niepełnosprawnościami, organizując darmowe treningi w 200 ośrodkach w całej Wielkiej Brytanii. Jego celem jest zwiększenie tej liczby do 500 placówek w ciągu najbliższych pięciu lat. Co roku organizuje też 24-godzinne maratony tenisowe z udziałem zawodowców.
