MKS Zagłębie Lubin nie wytrzymało presji w kluczowym starciu Orlen Superligi. W meczu dwóch najsłabszych zespołów ligi padł remis 30:30, a o wszystkim zdecydowały rzuty karne. W nich skuteczniejszy był KS Lotto Puławy, który wygrał serię „siódemek” 3:1.
To było spotkanie, które mogło mieć ogromne znaczenie w kontekście walki o utrzymanie. Obie drużyny już przed 21. kolejką były pewne gry w rundzie przegranych, ale zwycięstwo w bezpośrednim starciu mogło dać bezcenny impuls.
Fatalny początek i pogoń Zagłębia
Piątkowy wieczór rozpoczął się dla „Miedziowych” dramatycznie. Po 17 minutach było 11:5 dla gości z Puław. Zagłębie wyglądało na sparaliżowane, a rywale, którzy ostatni raz wygrali w październiku – właśnie z tym przeciwnikiem – wykorzystali moment słabości.
Z czasem gospodarze zaczęli jednak odrabiać straty. Mozolna pogoń przyniosła efekt i do przerwy przegrywali już tylko 14:16. Mecz wrócił do równowagi, a trybuny w Lubinie znów uwierzyły w przełamanie.
Decydowały nerwy. W karnych Puławy były bezbłędne
W drugiej połowie puławianie długo kontrolowali tempo, utrzymując dwie, trzy bramki przewagi. Sytuacja zmieniła się po przestoju gości – z 24:21 zrobiło się 24:26 i to Zagłębie przejęło inicjatywę.
Gdy wydawało się, że gospodarze dopną swego, przyszło kolejne załamanie. Końcówka była nerwowa, a remis 30:30 oznaczał rzuty karne. W nich Zagłębie kompletnie nie wytrzymało napięcia. Na cztery próby tylko jedna zakończyła się bramką.
Puławy zachowały więcej zimnej krwi i wygrały serię 3:1, dopisując niezwykle ważne punkty w kontekście walki o utrzymanie. Dla Zagłębia to bolesna porażka, która może mieć poważne konsekwencje w dalszej części sezonu.
