225 milionów euro wyłożone na stół przez Florentino Péreza zmieniło układ sił na hiszpańskim rynku transferowym. Real Madryt przeprowadził tego lata sześć transakcji, które mają jeden cel: odebranie tytułu mistrzowskiego Barcelonie. Skala inwestycji Królewskich jest tak duża, że przyćmiewa działania wszystkich pozostałych klubów LaLiga razem wziętych.
Finansowa dominacja Florentino Péreza
Według zagranicznych doniesień opartych na wyliczeniach dziennika Diario AS, wydatki Realu Madryt stanowią aż 40 procent całkowitej kwoty przeznaczonej na transfery przez wszystkie kluby hiszpańskiej ekstraklasy. Podczas gdy cała liga wydała dotychczas ponad 560 milionów euro, niemal połowa tej sumy pochodzi z kasy na Santiago Bernabéu. „Czterdzieści procent z ponad 560 milionów euro wydanych do tej pory tego lata przez kluby La Liga jest zasługą Los Blancos” – wylicza hiszpański dziennik, obrazując finansową przepaść między Madrytem a resztą stawki.
Na wspomnianą kwotę 225 milionów euro złożyły się cztery gotówkowe transfery. Do zespołu dołączyli Denzel Dumfries, Marc Cucurella, Yan Diomandé oraz Carlos Espí. To właśnie za tę czwórkę władze klubu musiały głęboko sięgnąć do portfela, realizując wizję budowy składu zdolnego do walki o najwyższe cele. Pozostałe dwa wzmocnienia, Ibrahima Konaté oraz Bernardo Silva, trafiły do stolicy Hiszpanii na zasadzie wolnych transferów, co jeszcze mocniej podkreśla jakość kadry budowanej przez Péreza.
Agresywna polityka transferowa Realu Madryt to bezpośrednia odpowiedź na sukcesy Barcelony w poprzednim sezonie. Królewscy nie zamierzają czekać i od początku okienka dyktują warunki na rynku, co potwierdzają twarde dane finansowe. Przy sześciu nowych nazwiskach w kadrze, klub z Madrytu stał się głównym motorem napędowym hiszpańskiej gospodarki piłkarskiej tego lata, zostawiając konkurencję daleko w tyle pod względem nakładów na nowe kontrakty.
