Bayern Monachium wyrasta na bezwzględnego faworyta Ligi Mistrzów po tym, jak rozbił Atalantę 6:1 w pierwszym meczu 1/8 finału. Niemiecki gigant całkowicie zdominował rywali z Serie A, nie dając im najmniejszych szans na nawiązanie walki. Jak donoszą media, to jedna z najbardziej dotkliwych porażek w najnowszej historii klubu z Bergamo.
Michael Olise zagrał mecz, który potwierdza jego przynależność do światowej czołówki. Francuz był motorem napędowym niemal każdej akcji ofensywnej, a defensywa gości wyglądała przy nim na bezradną. Bayern operował na poziomie niedostępnym dla podopiecznych Gian Piero Gasperiniego, a wynik mógł być znacznie wyższy. W pewnym momencie spotkania zanosiło się nawet na siedem lub osiem bramek dla gospodarzy, którzy bezlitośnie wykorzystywali każdy błąd w ustawieniu włoskiej ekipy.
Bezradność Atalanty i honorowe trafienie w doliczonym czasie
Atalanta, która pod wodzą Gasperiniego przyzwyczaiła kibiców do wysokich zwycięstw nad innymi, tym razem sama poczuła smak druzgocącej klęski. Mario Pasalic zdołał strzelić honorowego gola w doliczonym czasie gry, ale bramka ta nie zmieniła nastrojów na boisku. Piłkarze z Bergamo celebrowali to trafienie w sposób bardzo stonowany, zdając sobie sprawę z ogromu porażki. Jedynie fani zgromadzeni na stadionie okazali radość, ciesząc się z jakiegokolwiek pozytywnego akcentu w tym fatalnym dla nich wieczorze.
Bawarczycy zaprezentowali formę, która przypominała ich najlepsze lata dominacji na europejskich boiskach. Atalanta musi wyciągnąć wnioski z tej lekcji, bo różnica klas była widoczna w każdym elemencie piłkarskiego rzemiosła. Włoski zespół ma prawo odczuwać ulgę, że licznik bramek zatrzymał się na sześciu, ponieważ Bayern miał okazje, by doprowadzić do jeszcze większego pogromu. Drużyna z Monachium pokazała, że w tej edycji Ligi Mistrzów nie bierze jeńców i jest gotowa na walkę o najwyższe cele.
