Real Madryt odpada z Ligi Mistrzów po starciu z Bayernem Monachium, a w klubie wybuchł prawdziwy pożar. Florentino Perez nie zamierzał pocieszać swoich piłkarzy i tuż po meczu pojawił się w szatni, by przekazać im brutalną prawdę o obecnej sytuacji.
Atmosfera w zespole jest fatalna, a zawodnicy szukają winnych wszędzie, tylko nie u siebie. Jude Bellingham nazwał czerwoną kartkę dla Eduardo Camavingi żartem, Dani Carvajal wprost obwinił sędziego o eliminację, a trener Alvaro Arbeloa określił decyzje arbitra jako absurdalne. Prezydent klubu ma jednak zupełnie inne spojrzenie na kryzys. Dla Pereza styl odpadnięcia z pucharów i dziewięć punktów straty do Barcelony w La Liga to dowód na całkowity upadek projektu w tym sezonie.
Prezes grzmi o braku tolerancji dla porażek
Choć Arbeloa twierdził przed mediami, że nie rozmawiał z szefem, świadkowie donoszą o ostrym wystąpieniu Pereza przed drużyną. Prezes docenił wysiłek włożony w mecz w Monachium, ale natychmiast przeszedł do konkretów. Przypomniał graczom, że jeden sezon bez trofeum jest porażką, ale dwa lata z rzędu bez żadnego tytułu są dla Realu Madryt nieakceptowalne. To jasny sygnał, że cierpliwość na szczytach władzy właśnie się wyczerpała, a losy wielu osób są już przesądzone.
Nadchodzące lato zapowiada się na Santiago Bernabeu jako czas wielkiego sprzątania i radykalnych decyzji kadrowych. Eksperci spodziewają się dymisji Alvaro Arbeloi, który prawdopodobnie zapłaci posadą za brak wyników w kluczowych momentach. Klub planuje już wzmocnienia na środku obrony oraz w pomocy, jednak po tak bolesnym zakończeniu sezonu lista transferowa może stać się znacznie dłuższa. Florentino Perez pokazał, że nie zamierza dłużej akceptować przeciętności w wykonaniu swoich największych gwiazd.
