Raków Częstochowa walczy nie tylko z fatalnymi wynikami. Z wypowiedzi Wojciecha Cygana wynika, że problem sięga również szatni. Prezes klubu przyznał, że część zawodników zamiast koncentrować się na wyjściu z kryzysu myśli przede wszystkim o odejściu.
To szczególnie istotne w sytuacji, w której Raków zajmuje ostatnie miejsce w Ekstraklasie. Po dziewięciu spotkaniach ma tylko trzy punkty, a jedyne zwycięstwo odniósł przeciwko Motorowi Lublin.
Cygan w rozmowie z „Dziennikiem Zachodnim” użył bardzo mocnego określenia wobec części piłkarzy.
– Mają jasny wybór: albo nadal są głodni sukcesów i chcą walczyć o medale, albo wolą być „obozowymi marudami”, które skupiają się wyłącznie na tym, jak najszybciej uciec z klubu. Niestety, tacy ludzie w naszej szatni wciąż są – powiedział.
To nie była jedynie emocjonalna uwaga. Prezes od razu przedstawił stanowisko klubu wobec zawodników, którzy chcieliby zmienić otoczenie. Raków nie zamierza rozwiązywać kontraktów tylko dlatego, że któryś z piłkarzy jest niezadowolony.
– Żeby odejść z Rakowa, na stole musi pojawić się konkretna oferta. Nie ma mowy o rozwiązywaniu kontraktów na czyjeś widzimisię – podkreślił Cygan.
W praktyce oznacza to, że w Częstochowie może szykować się nie tylko trudna walka o poprawę wyników, ale również porządkowanie kadry. Władze klubu wiedzą już, że nie wszyscy zawodnicy wiążą swoją przyszłość z Rakowem, ale nie zamierzają oddawać ich bez odpowiednich warunków finansowych.
Cygan nie zrzucił przy tym całej odpowiedzialności na drużynę. Przyznał, że popełniono błędy przy konstruowaniu zespołu i że skuteczność części transferów była zbyt niska. W Częstochowie problem ma więc kilka warstw naraz: wyniki, jakość kadry oraz nastawienie części zawodników. I właśnie ten ostatni element może być teraz jednym z najważniejszych tematów wokół Rakowa.

