Polityczna wojna w Formule 1 nabiera tempa. Rywale Mercedesa odkryli, że zespół z Brackley stosuje rozwiązanie pozwalające omijać limit stopnia sprężania 16:1 podczas jazdy na torze.
Spór koncentruje się wokół artykułu C5.4.3 regulaminu technicznego na rok 2026. Zapis ten mówi, że stopień sprężania mierzy się tylko przy zimnym silniku i w temperaturze otoczenia. Mercedes trzyma się tej litery prawa, ale Ferrari, Audi i Honda w wspólnym liście do FIA domagają się zmian. Powołują się na ogólny artykuł 1.5, który nakazuje zgodność bolidu z przepisami w każdym momencie rywalizacji. Dla konkurencji oznacza to, że limit musi obowiązywać także w warunkach wyścigowych.
Toto Wolff twierdzi, że Mercedes od początku ściśle współpracował z FIA i otrzymywał zapewnienia o legalności jednostki napędowej. Szef zespołu przyznaje jednak, że pod naciskiem czterech innych producentów federacja musiała zareagować. Nikolas Tombazis z FIA potwierdził, że choć rozwiązanie Mercedesa formalnie pasuje do obecnego brzmienia przepisów, to nie jest zgodne z ich duchem. Federacja dysponuje zaledwie kilkunastoosobowym zespołem do spraw regulaminów, podczas gdy producenci zatrudniają setki inżynierów szukających luk.
Rozwiązaniem ma być internetowe głosowanie nad nowym systemem kontroli, który wejdzie w życie 1 sierpnia. Propozycja zakłada podwójny pomiar: na zimno oraz przy temperaturze 130 stopni Celsjusza. Aby zmiana przeszła, potrzeba zgody czterech z pięciu producentów oraz poparcia FIA i FOM. Wolff akceptuje ten kompromis, uznając go za sprawiedliwy. Jednocześnie ostro reaguje na plotki o problemach z paliwem Petronas, nazywając oskarżenia o jego nielegalność kompletnym bzdurami i próbą wywołania kolejnej burzy przed Grand Prix Australii.
