RWDM, klub należący do Johna Textora, walczy o przetrwanie na piłkarskiej mapie Europy. Rozprawa w sprawie wniosku o ogłoszenie upadłości została odroczona, co daje właścicielowi chwilę oddechu. Brukselski zespół ma teraz czas do 1 czerwca, aby udowodnić posiadanie środków finansowych niezbędnych do dalszego funkcjonowania. Sytuacja jest krytyczna, a fani z niepokojem czekają na ruch dwóch potencjalnych inwestorów zainteresowanych przejęciem podmiotu.
Problemy RWDM mają swoje źródło w konflikcie z byłym dyrektorem generalnym, Gauthierem Ganaye. Francuz, który wcześniej pracował w Barnsley i Oostende, domaga się wypłaty odprawy po odejściu z klubu w maju 2024 roku. Choć latem 2025 roku zapadł wyrok korzystny dla Ganaye, pieniądze do dziś nie trafiły na jego konto. To właśnie ten dług stał się bezpośrednią przyczyną złożenia wniosku o bankructwo, który teraz wisi nad Textorem niczym topór.
Absurdalne przepisy spychają klub w przepaść
Równolegle z batalią finansową klub toczy spór prawny z belgijską ligą o pozostanie w rozgrywkach. Po porażce z Kortrijk zespół teoretycznie spadł z drugiej ligi, mimo że sportowo wyprzedził trzy inne ekipy. RWDM ma aż 12 punktów przewagi nad Club Brugge NXT, ale przez specyficzne regulacje dotyczące drużyn młodzieżowych to właśnie ekipa Textora jest zagrożona degradacją. Przepisy mówią jasno: zespół U23 może spaść tylko wtedy, gdy inna młodzieżówka wywalczy awans.
Obecnie w niższych ligach brakuje rezerw gotowych do wejścia na wyższy szczebel, co stawia RWDM w beznadziejnym położeniu. Klub czuje się pokrzywdzony i walczy o sprawiedliwość przed organami ligowymi. Losy drużyny zależą teraz od dwóch czynników: znalezienia nowego nabywcy przed czerwcem oraz wygrania wojny na paragrafy z Pro League. Jeśli Textor nie sprzeda udziałów w terminie, zasłużona marka może zniknąć z profesjonalnego futbolu.
