Odwołanie wyścigów w Bahrajnie i Arabii Saudyjskiej dało zespołom Formuły 1 pięć tygodni na intensywne poprawki. Podczas gdy Mercedes stara się utrzymać dominację, rywale wykorzystują każdą minutę w tunelach aerodynamicznych. Walka o punkty w Miami zapowiada się na brutalne zderzenie nowych pakietów poprawek.
W obozie Red Bulla atmosfera jest gęsta. Szef zespołu, Lauren Mekies, przyznaje wprost, że Max Verstappen potrzebuje szybszego bolidu, aby odzyskać radość z jazdy. Choć silnik Forda pozytywnie zaskoczył osiągami, podwozie wymaga natychmiastowych zmian. Zespół poświęcił przerwę na głęboką analizę danych, by w Miami zniwelować straty do Mercedesa, które uwidoczniły się w Chinach i Japonii. Czterokrotny mistrz świata czeka na konkretne efekty pracy inżynierów.
Ferrari ukrywa karty przed kluczowym starciem
Fred Vasseur postawił sprawę jasno: Ferrari SF-26 wymaga poprawy w każdym aspekcie. Włosi dysponują już danymi z trzech wyścigów, które obnażyły ich największą słabość – tempo wyścigowe. Mimo to stajnia z Maranello nie ujawnia, jakie konkretnie części trafią do bolidu w Miami. Strategia milczenia ma utrudnić życie konkurencji, podczas gdy zespół pracuje nad tym, by Charles Leclerc mógł realnie zagrozić liderom klasyfikacji.
Zupełnie inne nastroje panują w Mercedesie. Toto Wolff ostrzega przed osiadaniem na laurach, mimo wygrania wszystkich dotychczasowych wyścigów. Kimi Antonelli, lider mistrzostw, otrzymał nawet kierownicę do domu, by trenować procedurę startową. W Audi sytuacja jest krytyczna – Nico Hulkenberg i Gabriel Bortoleto stracili łącznie 26 pozycji na pierwszych okrążeniach. Mattia Binotto przyznaje, że cudów nie będzie, a problemy z zarządzaniem energią w silniku wymagają długofalowego planu naprawczego.
McLaren trzyma się pierwotnego planu i w Miami zaprezentuje pierwszy duży pakiet poprawek. Andrea Stella wierzy, że optymalizacja podwozia i jednostki napędowej pozwoli Oscarowi Piastriemu na stałe zadomowić się w czołówce. Z kolei Williams walczy z nadwagą bolidu, co ma pomóc Carlosowi Sainzowi w powrocie do walki o punkty w środku stawki. Każdy z dziesięciu zespołów wykorzystał przerwę do granic możliwości, by w USA pokazać zupełnie nowe oblicze.
