Real Saragossa przeżywa najmroczniejsze chwile w swojej nowożytnej historii. Klub, który w gablocie posiada dwa europejskie trofea i sześć Pucharów Króla, zajmuje obecnie 20. miejsce w tabeli Segunda Division. Do bezpiecznej strefy brakuje mu czterech punktów, a widmo spadku na trzeci poziom rozgrywkowy staje się przerażająco realne.
Sytuacja jest bezprecedensowa, ponieważ Saragossa nie grała w trzeciej lidze od 1949 roku. Przez ostatnie 15 lat klub popełniał seryjne błędy w zarządzaniu, które doprowadziły go na skraj amatorstwa. Ironią losu jest fakt, że stadion La Romareda przechodzi właśnie gruntowną przebudowę z myślą o Mistrzostwach Świata 2030, podczas gdy drużyna może wkrótce mierzyć się z półamatorskimi zespołami w Primera RFEF.
Trzecia liga szansą na nowe życie?
Choć dla kibiców z Aragonii degradacja brzmi jak wyrok, historia innych wielkich marek wlewa w ich serca nadzieję. Deportivo La Coruna, jedyny mistrz Hiszpanii grający obecnie w Segunda Division, spędziło lata w niższych ligach po bankructwie w 2013 roku. Dziś Depor odradza się dzięki młodzieży i rekordowej frekwencji na Riazor, zajmując drugie miejsce w tabeli tuż za Racingiem Santander.
Podobną drogę przeszła Malaga, która dekadę temu była o krok od półfinału Ligi Mistrzów, by później niemal zniknąć z mapy futbolu. Obecnie klub z La Rosaleda bije się o powrót do elity w barażach. Przykłady te pokazują, że spadek do Primera RFEF przestał być „czyśćcem”, a stał się dla gigantów okazją do restrukturyzacji finansowej i odbudowy więzi z lokalną społecznością.
W czołowej szóstce Segunda Division aż cztery zespoły grały w trzeciej lidze w ciągu ostatnich pięciu sezonów. Najbardziej spektakularny jest projekt Castellon, zarządzany przez kanadyjskiego pokerzystę Harabolosa Voulgarisa. Właściciel przeniósł filozofię Moneyball z NBA do hiszpańskiej piłki i mimo kontrowersyjnej zmiany trenera po awansie, jego zespół zajmuje dziś 5. miejsce, mając realną szansę na grę w LaLiga.
