Mateusz Lis, bramkarz i kapitan tureckiego Göztepe, nie zamknął drzwi na powrót do Wisły Kraków. Klub, w którym debiutował w Ekstraklasie, pozostaje dla niego wyjątkowym miejscem, a okienko transferowe w bliższej już dalszej przyszłości może przynieść nieoczekiwany zwrot akcji w jego karierze.
Mateusz Lis to 29-letni bramkarz, który swoje pierwsze kroki w Ekstraklasie stawiał właśnie w Wiśle Kraków. Dziś jest kapitanem tureckiego Göztepe, klubu z Izmiru, gdzie przebywa od czterech lat. W rozmowie z Marcinem Ryszką z Goal.pl przyznaje, że zbliżająca się trzydziestka to dla niego czas optymalnej formy — zarówno sportowej, jak i mentalnej.
„Czuję zdecydowanie większą regularność, pewność siebie i lepsze podejmowanie decyzji" — mówi golkiper.
W minionym okienku transferowym jego nazwisko pojawiło się w kontekście powrotu do Polski — konkretnie w związku z Widzewem Łódź. Ostatecznie do transferu nie doszło, a Lis pozostał w Izmirze. Jak sam tłumaczy, nie było żadnej zewnętrznej presji — zainteresowanie polskich klubów traktował jako jedną z opcji, którą rozpatrywał spokojnie i na chłodno.
Mimo upływu lat klub przy Reymonta nie stracił dla Lisa nic ze swojego znaczenia. Śledi losy Wisły na bieżąco, a jej aktualną sytuację w tabeli komentuje z wyraźną sympatią.
„Wisła wypracowała fajną przewagę punktową i oby to utrzymali" — mówi, dodając, że choć drużyna „złapała lekką zadyszkę", kluby z jej bezpośredniego zaplecza również mają swoje problemy. „Ten klub jest i zawsze będzie bliski mojemu sercu" — podkreśla.
Na pytanie o scenariusz powrotu na murawę przy Reymonta Lis nie zamknął żadnych drzwi — wręcz przeciwnie.
„Z pewnością byłoby wspaniale jeszcze kiedyś tam zagrać i znów usłyszeć hymn Wisły" — przyznaje.
Zaznacza jednak, że dalekosiężne planowanie w futbolu rzadko ma sens:
„Często jeden dzień potrafi zmienić całe twoje życie i wywrócić wszystkie plany do góry nogami."
