Mercedes wygrał wyścig o Grand Prix Australii, ale Toto Wolff studzi nastroje po dublecie swoich kierowców. Szef stajni z Brackley otwarcie przyznaje, że zespół czeka ciężka walka z Ferrari. Jak donoszą media z padoku, przewaga z kwalifikacji nie przełożyła się na pełną dominację w niedzielę.
George Russell ruszał z pole position z przewagą ośmiu dziesiątych sekundy nad Charlesem Leclerkiem, jednak na starcie to Monakijczyk objął prowadzenie. Obaj kierowcy kilkukrotnie wymieniali się pozycjami w trakcie pierwszych dziesięciu okrążeń. Mercedes zyskał decydującą przewagę dopiero dzięki awarii Red Bulla Isacka Hadjara na jedenastym okrążeniu. Wirtualny samochód bezpieczeństwa pozwolił ekipie Wolffa na wykonanie tanich pitstopów, podczas gdy Ferrari zdecydowało się pozostać na torze. Ta decyzja strategiczna przesądziła o końcowym wyniku wyścigu w Melbourne.
Technologiczna przewaga Ferrari na starcie
Analiza tempa wyścigowego pokazuje, jak blisko siebie są czołowe ekipy. Średnia dziesięciu najszybszych okrążeń Lewisa Hamiltona wyniosła 1:22.557, co stawia go minimalnie przed Maxem Verstappenem i Kimim Antonellim. Wolff zauważył, że Ferrari dysponuje unikalną konfiguracją sprzętową, która pozwala na wydajniejsze rozkręcanie turbosprężarki przed startem. To właśnie ten element umożliwił Leclercowi awans z czwartego pola na pierwszą lokatę tuż po zgaśnięciu świateł. Mercedes zmagał się dodatkowo z problemami z bateriami, które nie były w pełni naładowane w obu bolidach.
Szef Mercedesa wyklucza szybkie zmiany w systemie startowym, sugerując, że obecna charakterystyka silnika wymusza pewne kompromisy na innych odcinkach toru. Choć końcowe tempo Mercedesa było zachęcające, początek rywalizacji nie wykazał żadnej różnicy między obiema stajniami. Kimi Antonelli po pechowym starcie spadł z drugiej na siódmą pozycję, by ostatecznie włączyć się do walki w czołówce. Wolff podkreśla, że prognozy o łatwym odjechaniu rywalom okazały się błędne i zespół musi przygotować się na regularne starcia z Ferrari w nadchodzących rundach.
