Współpraca Aston Martina z Hondą miała być nową potęgą w Formule 1, ale początek nowej ery okazał się znacznie trudniejszy, niż zakładano. Mike Krack przyznał wprost, że przed przerwą letnią zespół niemal nie brał udziału w wyścigach, tracąc około sekundy do debiutującego Cadillaca.
Główny inżynier Hondy, Shintaro Orihara, wyjawił w rozmowie z Autosportem, że skala problemów stała się jasna dopiero na początku roku. Choć pod koniec ubiegłego sezonu sytuacja wydawała się opanowana, styczeń przyniósł bolesne otrzeźwienie. Inżynierowie odkryli, że wydajność silnika jest niestabilna, a próby jej zwiększenia natychmiast wywołują usterki. Priorytetem stała się niezawodność, co zmusiło producenta do wycofania się z części poprawek i drastycznie spowolniło rozwój całej jednostki napędowej.
Kryzysowa sytuacja w Barcelonie i kłopoty z bateriami
Prawdziwy test przyszedł podczas jazd w Barcelonie, gdzie Honda zrozumiała, jak bardzo odstaje od konkurencji. Do braku mocy doszły poważne kłopoty z bateriami, które ograniczyły cenny czas na torze podczas zimowych testów. Orihara nie ukrywa, że zespół nie spodziewał się aż tak złej formy. „W styczniu zdaliśmy sobie sprawę, że nasza wydajność i niezawodność nie będą konkurencyjne” – przyznał otwarcie inżynier, wskazując na ogromne skomplikowanie nowych przepisów technicznych.
Największym wyzwaniem okazała się kumulacja zmian, w tym usunięcie systemu MGU-H, co negatywnie wpłynęło na prowadzenie bolidu i utrzymanie ciśnienia doładowania. „Trudno wskazać jeden element, który był najtrudniejszy, ponieważ w tych przepisach wszystko bardzo się zmieniło” – tłumaczy Orihara. Nadzieją na przełom ma być nadchodząca poprawka silnika spalinowego przygotowana na wyścig w Zandvoort, która przeszła już pierwsze testy podczas dnia filmowego na torze Hungaroring.
