Mikel Arteta postawił wszystko na jedną kartę w finale Ligi Mistrzów przeciwko Paris Saint-Germain. Arsenal przegrał po rzutach karnych, ale jego postawa defensywna przejdzie do historii jako taktyczny majstersztyk. Londyńczycy mieli zaledwie 24,7 procent posiadania piłki, co nie przeszkodziło im w niemal całkowitym zneutralizowaniu ofensywnych atutów mistrza Francji.
Statystyki tego spotkania są wręcz nieprawdopodobne i pokazują skalę poświęcenia angielskiej drużyny. PSG wymieniło setki podań, kontrolując piłkę przez ponad trzy czwarte czasu gry, ale Arsenal dopuścił rywali do zaledwie jednego celnego strzału z gry. Paryżanie uderzali łącznie 21 razy, jednak mur postawiony przez Artetę okazał się barierą nie do przejścia przez pełne 120 minut rywalizacji. To był pokaz dyscypliny, jakiego rzadko doświadcza się na tym poziomie rozgrywek.
Historyczny minimalizm Arsenalu w drodze po puchar
W pierwszej połowie finału Arsenal wykonał tylko 69 podań, co jest najniższym wynikiem w historii decydujących meczów o puchar Ligi Mistrzów. Zespół z Londynu oddał zaledwie siedem strzałów, z czego tylko jeden trafił w światło bramki. Arteta świadomie zrezygnował z efektownej gry, stawiając na kompaktowe ustawienie i ochronę przestrzeni przed własnym polem karnym. Plan polegał na przetrwaniu naporu technicznych graczy z Paryża i unikaniu chaosu, który faworyzowałby rywali.
Mimo porażki w serii jedenastek, występ ten potwierdził nową tożsamość Arsenalu jako drużyny gotowej na największe europejskie wyzwania. Krytycy zarzucają trenerowi brak odwagi po objęciu prowadzenia, jednak liczby bronią jego decyzji o głębokiej defensywie. Zespół pokazał dojrzałość i mentalną gotowość do gry pod ogromną presją terytorialną. Londyńczycy udowodnili, że potrafią narzucić swój styl gry bez piłki nawet tak potężnemu przeciwnikowi jak Paris Saint-Germain.
