Lance Stroll nie gryzie się w język po fatalnym początku przedsezonowych testów Formuły 1 w Bahrajnie. Kanadyjczyk otwarcie przyznaje, że jego zespół traci obecnie cztery sekundy do najszybszych ekip w stawce.
Problemy stajni z Silverstone zaczęły się już wcześniej, gdy zespół spóźnił się cztery dni na pierwsze wspólne jazdy w Barcelonie. W Bahrajnie sytuacja wcale nie wygląda lepiej, bo Stroll zdołał pokonać zaledwie 36 okrążeń pierwszego dnia. Gorszy wynik zanotował jedynie Franco Colapinto. Wszystko przez wykrytą anomalię w danych nowej jednostki napędowej Hondy, która uziemiła kierowcę w garażu na większą część sesji. W tym samym czasie Max Verstappen bez przeszkód wykręcił aż 136 kółek.
Najlepszy czas Strolla wyniósł 1:39.883, co oznaczało stratę ponad pięciu sekund do prowadzącego Lando Norrisa. Kierowca zaznacza, że trudno ocenić poziom paliwa u rywali, ale skala problemu jest ewidentna. Aston Martin dysponuje nowym silnikiem i wsparciem Adriana Neweya, jednak projekt wystartował z czteromiesięcznym opóźnieniem w tunelu aerodynamicznym. Inwestycje Lawrence'a Strolla na razie nie przekładają się na tempo bolidu, który zmaga się z brakiem przyczepności, balansem i niedomagającą jednostką napędową.
Mimo posiadania wszelkich narzędzi do walki o mistrzostwo, rzeczywistość brutalnie weryfikuje ambicje ekipy. Stroll podkreśla, że zespół pracuje każdą sekundę nad poprawą osiągów, ale nie potrafi zagwarantować przełomu przed pierwszym wyścigiem sezonu. Pytany o jakiekolwiek pozytywy po trudnych jazdach w Bahrajnie, 27-letni zawodnik odpowiedział niezwykle krótko i sarkastycznie. Stwierdził jedynie, że malowanie bolidu wygląda ładnie, co najlepiej obrazuje nastroje panujące obecnie wewnątrz brytyjskiego zespołu przed nadchodzącą kampanią.
